poniedziałek, 22 sierpnia 2016

„Zgnilizna” Siri Pettersen

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 16 sierpnia 2016
tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
tytuł oryginału: Råta
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 528




Siri Pettersen, kończąc pierwszą część cyklu „Krucze Pierścienie”, zostawiła czytelnikowi otwartą furtkę. Urwała akcję w takim momencie, że do końca nikt nie mógł być przekonany, co się stało z główną bohaterką. Można było dopowiedzieć sobie różne zakończenie.

Tymczasem Hirka, otworzyła bramy, przeszła przez Krucze Pierścienie, aby uratować krainę Ym przed Ślepymi i trafiła do świata współczesnego. Taki scenariusz zwala z nóg od początku. Piętnastoletnia dziewczyna nagle utknęła w obcym sobie świecie, gdzie używa się innego języka, po niebie lata coś wielkiego podobnego do pająków, po ulicach pędzą samochody, a ją traktują jako obłąkaną. Jednak ten współczesny świat tylko z pozoru wydaje się normalny. Pełno jest tu gnijących ludzi oraz łowców, którzy polują na zarażonych. Hirce wszystko wydaje się dziwne i niezrozumiałe. „Ten obrzydliwy ogród, w którym kamienie sterczały spod śniegu jak zepsute zęby. Pod każdym z kamieni leżały zwłoki. Nie palili tu zmarłych. Zakopywali ich po prostu w ziemi i zostawiali ich, by tak leżeli i gnili”. Rzeczami, które łączą ją z dawnym światem są trzy krwawe kamienie oraz skórzany woreczek z ziołami. W Mannfalli kamienie mogłyby jej zapewnić byt na całe życie, a tutaj wydają się bezwartościowe. Nie ma tu też ziół leczniczych, które w krainach Ym były pod dostatkiem i które mogła zbierać. To wszystko jest jednak dla Hirki do zniesienia, ponieważ ma świadomość, że zrobiła to dla Rimego. Niestety daremny był jej trud i całe poświęcenie dla ukochanego, ale to okaże w trakcie rozwoju akcji.

Choć jest to narracja 3-osobowa, całą historię poznajemy z perspektywy Hirki i Rimego. Oboje starają się odpowiedzieć na dręczące ich pytania. Szukając odpowiedzi podejmują drastyczne decyzje, ryzykują, uciekają przed martwo urodzonymi. Wszystko po to, aby chronić siebie nawzajem. Siri Pettersen wprowadza również nowych bohaterów, którzy dodają akcji pikanterii. Najbardziej spodobał mi się Stefan, łowca, który całe życie poświęcił na tropieniu. Znakomita jest też kreacja dwóch braci. Naiell (Widzący) i Graal różnią się od siebie jak ogień i lód. Naiell uważa samego siebie za boga. Graal powinien postrzegać siebie za ofiarę, ale tego nie robi. Nikt tu nie jest postacią czarno-białą, każda ma odcienie szarości. Przez to czytelnik do końca nie jest przekonany, kto jest tym „dobrym”, a kto „złym”.

Bardzo odważny był to pomysł pani Pettersen. Odważny, oryginalny, a po przeczytaniu ośmielę się powiedzieć jeszcze, że wyśmienity. Połączenie staronordyckich klimatów z czasami współczesnymi wydawać by się mogło chybione. Nic bardziej mylnego! „Zgnilizna” tworzy spójną i logiczną całość. Wszystkie elementy do siebie pasują, zazębiają się niczym puzzle. Autorka  z pewnością miała od początku wizję całości. Takie połączenie ma w sobie również dużo uroku, a zdarzenie dwóch odmiennych światów jest momentami zabawne.

Siri Pettersen bardzo mi zaimponowała. Znakomita narracja, język, metaforyczny i przesiąknięty symboliką, a z drugiej strony prosty w odbiorze. Budzi emocje, drażni, trochę prowokuje, wzbudza zachwyt. Całość okraszana jest magią, która przenika do współczesnego świata, a akcja nie zwalnia tu ani na chwilę. „Zgnilizna” była na tyle nieprzewidywalna, że teraz strach pomyśleć do jakich światów przeniesie nas autorka w III części. Polecam.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz