czwartek, 23 lutego 2017

„Sala balowa” Anna Hope

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 15 marca 2017r. przedpremierowo
tytuł oryginału: The Ballroom
tłumaczenie: Małgorzata Szubert
oprawa: miękka
liczba stron: 304





„Brytyjska wersja Lotu nad kukułczym gniazdem” - tak o książce Anny Hope napisał dziennik Times. I rzeczywiście tak jest. Tematyka jak najbardziej zbieżna, czyli opowiada o zniewoleniu oraz tęsknocie za wolnością.

W brytyjskiej wersji jest to zakład dla obłąkanych Sharston, położony na skraju wrzosowisk w Yorkshire. Jest to miejsce fikcyjne, wymyślone na potrzeby fabuły książki. Jednakowoż autorka zainspirowała się innym rzeczywistym zakładem dla psychicznie chorych High Royds Hospital w miejscowości Menston. To właśnie tam przebywał na początku XX wieku pradziadek autorki - John Mullarkey, Irlandczyk z pochodzenia. To losy pradziadka Johna stały się dla Anny Hope kanwą do napisania powieści. 

Mamy zatem roku 1911. Od razu poznajemy trzech głównych bohaterów. Ella – to młoda kobieta, która została przyjęta do Sharston, gdyż w fabryce, gdzie pracowała jako prządka, wybiła szybę w pomieszczeniu. Chciała tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. Niestety było to niezrozumiałe zachowanie dla pracodawcy zakładu i za jej „gwałtowne usposobienie” została skierowana na leczenie. Drugi bohater to John. Imigrant z Irlandii. Dobrze zbudowanego i umięśnionego mężczyznę przeniesiono tu z przytułku dla ubogich. Mamy jeszcze trzeciego bohatera doktora Charlesa, który w zakładzie pełni funkcję pierwszego asystenta doktora. 

Pensjonariusze zakładu sami pracują na swoje utrzymanie. Kobiety sprzątają, szorują podłogi, piorą, przygotowują posiłki, natomiast mężczyźni pracują w polu, kopią ziemię, sadzą drzewa i warzywa. Zgodnie z ideą zakładu, że pacjenci muszą być samowystarczalni. Jedzą wprawdzie świeże warzywa, ale sami muszą je najpierw wyprodukować. Zaś w piątkowe wieczory mieszkańcy zakładu mogą uczestniczyć w wieczorkach tanecznych i słuchać muzyki klasycznej. To zasługa doktora Charlesa, który umila czas pacjentom grając im na skrzypcach lub na fortepianie. Nie robi to niestety z dobroci serca. Te wieczory muzyczne odbywające się na sali balowej mają utwierdzić go w jednym przekonaniu. 

Jak nie trudno się domyślić między Ellą i Johnem rodzi się uczucie. I praktycznie cała fabuła skupia się wokół tego wątku. Cały ich związek oczywiście nie może wyjść na jaw, młodzi muszą się ukrywać i potajemnie spotykać. I szczerze - ja niespecjalnie lubię takie powieści obyczajowe, gdzie praktycznie nic się nie dzieje. A cała fabuła skupia się odczuciach bohaterów, ich tragicznej sytuacji życiowej i niesprawiedliwości losu. Bo się kochają, a nie mogą być razem. Takie to błahe, tandetne i mało oryginalne. Na szczęście autorka zadbała o jeszcze jeden wątek. Doktor Charles początkowo jest zwolennikiem teorii, iż ciężka praca, odpowiednia opieka medyczna i obcowanie z muzyką może sprawić, że ludzie stają się lepsi. Z biegiem czasu dochodzi do wniosku - patrząc właśnie na pacjentów zakładu - że degeneracja społeczeństwa przybiera większe rozmiary i pojawia się groźba, że unicestwi ona społeczeństwo. Należy zatem powstrzymać reprodukcję osobników, którzy żyją w ubóstwie. Inaczej mówiąc jest zwolennikiem sterylizacji i eugeniki. 

Zaskoczyła mnie ta informacja. Nie wiedziałam, że w Brytanii był obecny ruch eugeniczny. Entuzjastycznie do tego pomysłu podchodził nawet ówczesny minister spraw zagranicznych, Winston Churchill, a zwolenników sterylizacji było bardzo dużo, szczególnie w kręgach politycznych. Uchwalono nawet ustawę o upośledzonych umysłowo, która pozwalała, aby osoby słabe umysłowo” poddawane były segregacji

Podsumowując - jeśli ktoś lubi powieści z tragiczną miłością i kochankami, którzy nie mogą się połączyć, to „Sala balowa” jest idealną propozycją. Nie będą rozczarowani również fani książek obyczajowych oraz tacy, którzy lubią wątki o problemach społecznych. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz