niedziela, 19 marca 2017

„Problem trzech ciał” Cixin Liu

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 14.03.2017r.
tłumaczenie: Andrzej Jankowski
tytuł oryginału: The Three-Body Problem
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 456



Książka, którą czytał prezydent Barack Obama z pewnością przyciąga uwagę. Tym bardziej, że nie brakuje innych wybitnych nazwisk i czasopism, które ową książkę polecają. Najpierw jednak parę słów o autorze, ponieważ sam pisarz również wydaje się interesujący

Cixin Liu (zgodnie z chińskimi zasadami najpierw podaje się nazwisko) urodził się w 1963 roku w Yangquan w prowincji Shanxi w Chinach. Opublikował ponad 20 powieści i antologii z gatunku hard science fiction. Otrzymał 9 nagród Yinhe, najbardziej prestiżowego wyróżnienia dla chińskojęzycznych twórców fantastyki naukowej.

Akcja powieści zaczyna się w roku 1967. W tym czasie, w Chinach, trwa rewolucja kulturalna. Poznajemy młodą dziewczynę, Ye Wenjie, córkę wybitnego fizyka, którego zamordowali czerwonogwardziści. Wenije pracuje przy wycince drzew. Pewnego dnia zostaje przyłapana na czytaniu książki, z której „wzięła broń intelektualną, której mogła użyć do ataku na socjalizm”. Całą historia z książką jest oczywiście wynikiem donosu, jakiego dopuścił się jej kolega z pracy. Ye Wenjie zostaje aresztowana, osądzona i wysłana na kurs ideologiczny. Ratunkiem dla dziewczyny okazuje się jej wykształcenie. Dzięki niemu dostaje drugą szansę. Zostaje włączona do tajnego projektu wojskowego "Czerwony Brzeg". Cała jego misja polega na wysyłaniu sygnałów w kosmos w poszukiwaniu inteligentnego życia pozaziemskiego. Ye Wenjie ma spełnić tylko jeden warunek - musi w nim pozostać do końca swojego życia.

38 lat później pewien ekspert od nanomateriałow, Wang Miao, dostaje propozycję zbadania przyczyny serii samobójstw czołowych fizyków pracujących przy akceleratorach cząstek w „Czerwonym Brzegu”. Podczas prac natyka się na bardzo tajemniczą, wirtualną grę „Trzy Ciała”. Grając w nią doświadcza dziwnych i niewyjaśnionych zjawisk. Na każdym poziomie gry Wang Miao spotyka się z przeróżnymi teoriami i hipotezami. Jednak przejście do kolejnego etapu wymaga ogromnej wiedzy naukowej. Okazuje się, że „Trzy ciała” to nie tylko druga rzeczywistość, a sama gra stanowi ważną część normalnego życia. Fizyka nie istnieje i nigdy nie istniała. Wszelkie prawa w przyrodzie leżą w gruzach. Teoria trzech słońc zaczyna zagrażać. Era stabilizacji przechodzi w erę chaosu. Na świecie przetrwał tylko zarodek cywilizacji. Zakiełkuje ona ponownie w innym wymiarze. Wystarczy jednie się zalogować… Zalogować się w przyszłość. 

Książka Cixin Liu to istotnie hard science fiction. Czytając ją trzeba mieć minimalne pojęcie o fizyce i rządzących nią prawach. Choć autor najważniejsze teorie wyjaśnia w przypisach na dole. Co jest bardzo pomoce, szczególnie dla humanistów. Tytułowemu problemowi autor poświęca sporo miejsca, w drugiej części książki. Tym samym jest ona najobszerniejsza. Mnie bardziej podobała się część I i II, gdzie obserwujemy życie Ye Wenjie. Świetnym wątkiem był kontakt z cywilizacją pozaziemską Trisolaris. „Ten świat otrzymał wysłaną przez was wiadomość. (…) Jeśli odpowiecie, od razu zostaniecie zlokalizowani. Wasza planeta stanie się celem inwazji. Wasz świat zostanie podbity! Nie odpowiadajcie! Nie odpowiadajcie! Nie odpowiadajcie!!!”.

Która cywilizacja okaże się na wyższym poziomie? Co ma do zaoferowania kultura triosolariańska? Czy postęp technologiczny na Ziemi zostanie zahamowany? Oczywiście te pytania pozostawiam bez odpowiedzi. „Problem trzech ciał" to wyjątkowe połączenie spekulacji naukowych i filozoficznych oraz kosmicznych teorii spiskowych. A tak jak napisał Barack Obama: „Imponująca rozmachem ucieczka od rzeczywistości. Dała mi odpowiednią perspektywę w zmaganiach z Kongresem – nie musiałem się przejmować, wszak kosmici mieli najechać na Ziemię!”. Nic dodać, nic ująć. Przy czytaniu rzeczywiście wszelkie przyziemne, codzienne problemy schodzą na drugi plan, ponieważ Nasza Planeta jest tylko maleńkim punkcikiem na mapie Wszechświata, który można zlikwidować w jednej sekundzie jednym przyciskiem. „Teraz cel jest taki: Kierujcie się ku gwiazdom, znajdziecie nowy dom. Zapraszamy cię do ponownego zalogowania”. Polecam gorąco. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

niedziela, 12 marca 2017

„Sztorm” Frode Granhus

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 28 września 2016
tytuł oryginału: Stormen
tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
okładka: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 320 



Reine to mała wioska rybacka położona na wyspie Moskenesøya w norweskim archipelagu Lofotów. Tutaj majestatycznie szczyty gór kontrastują z malutkimi zabudowaniami, a wysokie, spienione fale morza rozbiją się o liczne klify i fiordy. Bez wątpienia to malownicze, piękne, ale przede wszystkim, dzikie miejsce, gdyż przyroda nie zna tu litości. Pogoda też bywa okrutna, a morze przez lata dawało... i zabierało. Do częstych sztormów oraz huraganów mieszkańcy przywykli i wiedzieli, jak mają się wtedy zachowywać. 

W takiej scenerii dzieje się akcja powieści „Sztorm” norweskiego pisarza Frode Granhusa. To drugi tom cyklu, ale spokojnie można czytać część drugą, ponieważ całość łączy jedynie postać śledczego Rinego Carlsena. Mamy zatem kolejnego policjanta, który będzie wykorzystywał wszystkie swoje atuty, aby podołać zadaniu. Posada na idyllicznych Lofotach wydawała się Rinemu nowym rozdziałem w życiu. Niestety już w pierwszych dniach pracy miał ręce pełne roboty. Pod skałami, które osunęły się podczas deszczu, znaleziono szkielet z małymi kośćmi palców. Analiza szczątków dowiedzie, że kości noszą znamiona maltretowania. A samo dochodzenie wykaże, że niedawno ciężko poparzony mężczyzna, który uległ wypadkowi w garażu, ma coś wspólnego ze szczątkami chłopca. Kolejny trop prowadzi to pewnej sztormowej nocy, podczas której wydarzył się okrutny wypadek. Śledczy Rino musi zatem poskładać wszystkie elementy układanki. Autor porusza również tu problem zła i przemocy w małych miejscowościach. Gdzie wszyscy wszystko wiedzą, ale nikt nie reaguje. Ludzie udają, że nie widzą tragedii i zajmują się swoimi sprawami. Nikt nie reaguje na maltretowanie dzieci, na problemy sąsiadów.

Jednak najlepszym motywem w książce jest sam sztorm. Nadciąga nad Lofoty powoli, ale czuć zbliżające się niebezpieczeństwo. Potem osiąga punkt kulminacyjny, gdzie do swojego wiru wciąga wszystko i każdego, aby na koniec pozostawić wyspy w spokoju.

Kiedy zbliża się sztorm, ludzie przeżywają niepokój. Rozdrażnieni mogą kwestionować porządek świata i sensowność wszelkich działań. Kiedy wreszcie nadchodzi, chowają się do domów i czekają aż minie. Obawiają się jego niszczycielskiej siły. Grzmotów, wycia wiatru, huku wody. Koniec świata wydaje się wtedy bliski. Lecz kiedy sztorm odchodzi, świat jest jak nowy. Błyszczący, słoneczny, czysty i pełen nadziei. Morze niektóre rzeczy zabiera ze sobą, inne wyrzuca na brzeg. Dzięki niemu umiemy spojrzeć na stare sprawy nowymi oczami. Zaakceptować jedne zmiany, odważyć się zrobić nowe rzeczy. Problemy sprzed burzy nabierają właściwych i nowych znaczeń, a niektóre przestają po prostu istnieć.

I tak po części dzieje się z fabułą w książce. W wir sztormu wpadają bohaterowie kryminału. I kiedy będzie już po wszystkim, niektóre sprawy zostaną zmyte z powierzchni, niektóre nabiorą innej perspektywy, a inne po prostu dadzą nadzieję na alternatywne rozwiązanie.

„Sztorm” to przyzwoicie napisany kryminał. Fabuła skonstruowana jest misternie, zagadka wcale nie okazuje się taka oczywista, a zakończenie zaskakuje. Jednak trudno będzie norweskiemu pisarzowi przebić się przez takie nazwiska, jak choćby Stieg Larsson, Camilla Läckberg, czy Mons Kallentof. Bo na tle książek tych autorów, kryminał pana Frode Granhusa wypada dość słabo. 



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.


środa, 8 marca 2017

„Cząstka ciebie i mnie” Vanessa Greene

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 02.03.2017r.
tytuł oryginału: The Little Pieces of You and Me
tłumaczenie: Grażyna Woźniak 
oprawa: okładka miękka
liczba stron: 288

                    
Zostać lekarzem.
Wystąpić na Broadwayu.
Ukończyć triatlon.
Obejrzeć zorzę polarną.
Nauczyć się robić czekoladę w Paryżu. 
Obejrzeć zachód i wschód słońca jednej nocy 
Nauczyć się akrobacji na traperze. 
Uszyć kołdrę ze skrawków. 
Nauczyć się tańczyć tango.


Każdy człowiek ma marzenia i cele. Szczególnie, gdy się jest młodym i jeszcze o nic nie trzeba się martwić. Listę takich celów zrobiły sobie dwie bohaterki książki Vanessy Greene – Isla i Sophie. Z biegiem czasu zapomina się o zamierzeniach, które chce się osiągnąć. Te młode kobiety jednak nie zapominały. I choć każdej życie ułożyło się na inny sposób, gdzieś tam na dnie serca zostało wspomnienie niezrealizowanych marzeń.

Isla – wyjechała do Amsterdamu i realizowała się jako aktorka, występowała na scenie i miała stałą grupę przyjaciół. Natomiast Sophie została w Anglii. Wyszła za mąż za swojego wykładowcę ze studiów. Liam był sporo straszy od niej i aby się z nią związać musiał najpierw rozwieść się ze swoją pierwszą żoną. Dlatego rodzina Sophie odsunęła się od niej, potępiając jej decyzję. Jednak Sophie czuła się spełniona i świetnie realizowała się jako żona. Do pełni szczęścia brakowało jej tylko rad przyjaciółki i wspólnych spontanicznych wypadów.

Takie spokojne życie nie trwa niestety wiecznie i pewnego dnia życie obu kobiet zmienia się zupełnie niespodziewanie. Isla zakochuje się ze wzajemnością, a sztuka, w której gra, ma być wystawiona na Broadwayu. Isla nie posiada się z radości, jednak parę dni później lekarze diagnozują u niej stwardnienie rozsiane. Choroba niestety niweczy jej plany, zarówno zawodowe, jak i miłosne. Kobieta, szukając wsparcia, wraca do Anglii, do matki i Sophie. Tymczasem w małżeństwie Sophie zaczynają sypać się fundamenty. Okazuje się, że Liam jest mężczyzną, który stereotypowo chce sobie zrekompensować „kryzys wieku średniego”.

Islę i Sophie czeka wiele trudnych decyzji i niepewna przyszłość. Wprawdzie mogą liczyć na siebie, ale czy sama przyjaźń wystarczy? Czy kobiety są w stanie zrealizować swoje marzenia i plany ze studiów? „Cząstka ciebie i mnie” to typowo kobieca i lekka lektura. Do przeczytania w dwa wieczory. Sięgając po tego typu książkę nie należy spodziewać się rozbudowanych wątków, pogłębionego rysu psychologicznego postaci, czy też zwrotów akcji. Czyta się szybko, gdyż przeważają tu dialogi. Szczerze, to bywają one trochę infantylne i irytujące, bo dwie trzydziestoletnie kobiety rozmawiają ze sobą jak gimnazjalistki. Dzwonią do siebie i opowiadają o wrażeniach po pocałunku z mężczyzną. Albo najpierw Sophie rozmawia z mężem na dany temat, a potem rozmowę z mężem streszcza swojej przyjaciółce, bądź odwrotnie – opowiada mężowi o wcześniejszej konwersacji z Islą. Ale być może tak się pisze tego rodzaju powieści, ja nie czytam dużo literatury typowo kobiecej, zatem może się nie znam. Niestety autorka nie skupiła się bardziej na problemie choroby, jej skutkach, na codziennym funkcjonowaniu, bo z pewnością jest to temat bardzo poruszający. I chyba tego tu zabrakło. Pisarka natomiast skupia się głownie na wątku przyjaźni między kobietami, na ich wzajemnej relacji. Trochę szkoda.

Niemniej jednak „Cząstka ciebie i mnie” to dość przyjemna lektura. Nie żal tych dwóch wieczorów, choć ja za takimi książkami nie przepadam. Czasem warto zrobić sobie „odskocznię” i przeczytać coś mniej wyszukanego stylistycznie. Z pewnością plus należy się też za okładkę. Jest uroczo-kojąca. I tak - jak zapowiada rekomendacja na tylnej stronie okładki – podnosząca na duchu powieść o starych przyjaźniach i nowych początkach.    


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

poniedziałek, 6 marca 2017

„Listy do pałacu” Jorge Díaz

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 14.03.2017r.   przedpremierowo 
tytuł oryginału: Cartas a Palacio
tłumacz: Barbara Jaroszuk
oprawa: zintegrowana
liczba stron: 480





„Kolor czarny oznacza, że poszukiwana osoba nie żyje. Biały, że została zlokalizowana i że trwają rozmowy mające na celu umożliwienie jej kontaktu z bliskimi. Czerwony, że na razie nic nie wiadomo”. Tak oznakowana była dokumentacja w Urzędzie do spraw Ochrony Jeńców. W urzędzie, który powstał z inicjatywy hiszpańskiego króla Alfonsa XIII podczas I wojny światowej. A wszystko zaczęło się od listu małej Francuzki, która prosiła hiszpańskiego monarchę o pomoc w odnalezieniu brata. O dziwo, bardzo szybko udało się odnaleźć młodego chłopca, a to spowodowało lawinę wydarzeń i powołanie sztabu ludzi, aby służył pomocą więźniom, uciekinierom i innym ofiarom wojny. 

Wprawdzie Hiszpania, jako państwo neutralne, nie brała czynnego udziału w wojnie ani też nie opowiedziała się formalnie za żadną ze stron, ale zobowiązana była do sprawdzania, czy warunki w obozach jenieckich obu stron konfliktu spełniają wymogi konwencji haskich, zgodnie z którymi jeńcom należy się dobre traktowanie. Zatem hiszpańskie ambasady organizowały wizytacje w obozach, a następnie przedstawiały odpowiednie raporty. 

Zanim jednak poznamy codzienność pracy w Urzędzie Ochrony Jeńców, Jorge Díaz przedstawia czytelnikom bohaterów. Mamy rok 1914. W Europie robi się niespokojnie. Wszyscy spodziewają się nieuniknionego konfliktu. W Sarajewie ginie arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg i konflikt wybucha, jest to powód do wypowiedzenia wojny. My jesteśmy jednak w Hiszpanii, gdzie życie toczy się w miarę normalnie. Blanka Alerces, córka bogatego markiza, w ostatniej chwili odwołuje swój ślub i zostawia pana młodego przed ołtarzem (ma dziewczyna odwagę, to trzeba przyznać). Gonzalo - brat najlepszej przyjaciółki Blanki - zostaje wyrzucony z domu przez ojca z racji swojej odmienności seksualnej. W innej części Madrytu młodzi anarchiści zaczynają spiskować przeciwko królowi, chcą obalenia monarchii, tyle że nie zgadzają się co do metod działania. Manuel – choć stawia na edukację, a nie na walkę zbrojną, to jasno wyraża swoje anarchistyczne poglądy. Tymczasem król Alfons XIII i jego najlepszy przyjaciel Alvaro Giner korzystają ze wszelkich rozrywek i uciech, jakie można w Madrycie odnaleźć. Natomiast gdzieś dalej ludzie odczuwają już skutki wojny. Doświadcza ich młoda Cyganka z Sewilli, Carmen, która w ciąży musi opuścić rodzinne miasto, gdyż jej mąż Francuz został powołany do wojska.

Losy Blanki, Manuela, Gonzala, Alvara, Carmen, jak i innych osób z ich otoczenia w pewnym momencie stykają się ze sobą. Każdy z bohaterów na swój sposób będzie musiał odczuć konsekwencje wojny. I choć historia każdego z nich potoczy się inaczej, to wszyscy będą musieli zmagać się z trudnościami życia w ciężkich czasach. Na początku powieść jest dość chaotyczna. Przez pierwsze 150 stron poznajemy codzienne życie bohaterów, ich emocje, dylematy, obawy. Niektóre postacie trochę się mieszają, a wątki są niespójne. Dlatego powieść może początkowo nużyć. Poza tym Jorge Díaz swoją narrację prowadzi w czasie teraźniejszym. I gdy w przypadku skandynawskich kryminałów taki zabieg jest jak najbardziej trafny, to tutaj wypada średnio. Dopiero w trakcie czytania wydarzenia się zazębiają i wszystko staje się jasne oraz klarowne. 

Ogromny plus dla autora za bardzo realistyczne przedstawienie życia społeczeństwa podczas zmagań wojennych. Wpływu tych zmagań na egzystencję zwyczajnych obywateli. Choć Hiszpanie nie musieli walczyć na frontach, nie ulega wątpliwości, że ich znajomi, bliscy (najczęściej mąż lub żona) przeżywali dramaty. Poza tym wojna ma również inne oblicze, które nie wyziera z oficjalnych raportów o stratach. Ile rodzin się rozpadło, choć nikt w nich nie zginął? Ile par się rozstało? Ile dzieci nie pozna swoich ojców, gdy wrócą po latach? Ilu mężczyzn zastanie w domu potomstwo, którego się nie spodziewa? 

Przyznaję, że nie wiedziałam o pewnych faktach z historii powszechnej. Mało kto chyba zdaje sobie sprawę z tego, że taki Urząd Ochrony Jeńców w ogólne istniał i tak prężnie prosperował. Król Alfons XIII jest tu przedstawiony jako bardzo empatyczna postać. Przejmuje się każdym przypadkiem zaginionego żołnierza i cieszy się niezmiernie, jeśli uda się kogoś odnaleźć. Sam nie stroi od wszelakich rozrywek, ale ma poczucie ogromnej odpowiedzialności za państwo i zwykłych obywateli. I choćby ze względu na taką postać, książkę warto przeczytać. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że większość wydarzeń to fikcja literacka, a sama kreacja króla jest nieco „ocieplona”, ale bardzo przyjemnie się to czytało. 

Polecam, idealna propozycja na weekend. Książka o trudnych i odważnych wyborach, o codziennym życiu zwykłych ludzi, w czasach, gdzie cały świat się zbroił i walczył oraz o poświęceniu w imię miłości. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


***



Jorge Díaz
urodził się w Alicante w 1962 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem i scenarzystą telewizyjnym. Twórca i koordynator scenariusza serialu Hospital Central, jednego z największych hitów filmowych w Hiszpanii. Listy do Pałacu to jego trzecia powieść.