„Lęk przed bliskością” Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska

 

Wydawnictwo: Rebis

data wydania: 11.08.2020

oprawa: broszura szyta ze skrzydełkami

liczba stron: 304



„Badania pokazują, że dzieci najlepiej wychowują się w domach, w których jest ciepło, serdeczność, troskliwość. I nie ma znaczenia, czy są to rodziny heteroseksualne czy homoseksualne, czy jest w nich dwoje rodziców czy jeden. Ważne, że dzieci otrzymują miłość, akceptację, czułość, szacunek. U dziecka czy młodego człowieka jest to decydujące dla tworzenia pozytywnego wizerunku oraz wizji innych ludzi. Z takim podejściem po prostu lepiej się żyje”.

W ostatnich latach lawinowo wzrosła liczba singli. Coraz więcej osób ma problemy ze stworzeniem satysfakcjonującego związku. Nie sprzyja temu zawrotny pęd życia, chęć realizowania wyznaczonych celów, konsumpcyjny styl przekładający się na relacje. Problem niekochalnych, ludzi obawiających się bliskości, rozrósł się bardzo, do czego znacząco przyczyniły się portale społecznościowe. Z tych problemów zadają sobie sprawę przede wszystkim psycholodzy, u których w gabinetach przewija się coraz więcej pacjentów. 

Andrzej Gryżewski, seksuolog i psychoterapeuta oraz Sylwia Sitkowska, psycholożka i psychoterapeutka napisali książkę, pochylając się nad poszczególnymi odmianami lęku przed bliskością, począwszy od przyczyn "niekochalności", a kończąc na sposobach jej zmiany w głębokie, prawdziwe, satysfakcjonujące przyjaźnie, związki i relacje międzyludzkie. Książka podzielona jest na 13 tematycznych rozdziałów. W każdym z nich psycholodzy rozmawiają ze sobą między innymi o lęku przed atrakcyjnymi osobami, o lokowaniu uczuć w niedostępnym obiekcie, o pustych związkach, o problemach seksualnych, o uzależnieniach i idealizacji partnerów. Wszystkie te rozmowy są podszyte ogromną wiedzą i doświadczeniem. Psycholodzy opowiadają o "żywych" przykładach z gabinetów, o tym, z czym przychodzą do nich pacjenci. 

Z tych rozmów wyłania się trochę przerażający obraz społeczeństwa. Wiele ludzi, chcąc nie chcąc, żyje według zasady - jeśli patrzysz w ciemność, to i ciemność patrzy w ciebie. Po części sami sobie gotują taki los i albo tkwią w toksycznych związkach, albo ich unikają, albo "zimne światło ekranu smartfona" zastępuje im ciepły dotyk innej osoby. 

Na początek jednak coś, co mnie bardzo urzekło i ujęło w tej książce. To historia małżeństwa babci pani Sylwii.
„Dziadkowie mieli pięcioro dzieci. Zgodnie twierdzi, że najszczęśliwszy okres ich życia rozpoczął się, gdy dzieci dorosły i "wyszły" z domu. Całkiem to zgodne z badaniami profesora Wojciszke, który twierdzi, że najszczęśliwszy czas w związku to nie początek, gdy hormony buzują, tylko momenty, gdy namiętność nieco opadnie, ale bliskość i zaangażowanie są na wysokim poziomie. Znając historię ich małżeństwa, kiedyś zapytałam babcię: „Babciu, kiedy ty pokochałaś dziadka?”. Na to babcia po długim namyśle odpowiedziała: „A tak po trzecim dziecku”.” 
W naszej obowiązującej normie kulturowej jest złożenie, że prawdziwa miłość musi narodzić się z miłości romantycznej, że musi zaistnieć mit porywczego i namiętnego zakochania się. A jeśli ktoś zakochuje się powoli, to się nie liczy. Tymczasem okazuje się, że jedną z recept na długofalowy związek jest właśnie przyzwyczajanie się do siebie i zakochanie z biegiem czasu. Trzeba się wspierać, lubić, dostarczać sobie dobrych emocji, a nie tworzyć huśtawki emocjonalne. Zatem nie trzeba wcale iskry i fajerwerków na początku, bo ten ogień może się szybko wypalić.

Terapeuci zwracają również uwagę na jakość bliskich relacji. Na to, w jaki sposób para radzi sobie z problemami albo ewentualną zdradą. Kluczowe jest tu pytanie, czy dany człowiek chce mieć rację czy relację? Chodzi też o to, aby nie przegapić momentu kryzysu w związku i go "nie dokarmiać". Ciekawy jest też poruszany tu problem acting out. To taki rodzaj zachowania, nad którym dana osoba nie ma kontroli. Jest ono wywołane jakimś bodźcem, ale nie jest skierowane na bodziec. Rozładowanie to ma na celu zmniejszenie napięcia, odbywa się jednak w sposób patologiczny. Do typowych zachowań typu acting out należą: upicie się, sięgnięcie po narkotyki, kupienie kolejnej niepotrzebnej pary butów, pocięcie ciała żyletką, ucieczka w seks itp. Wszystko po to, aby uwolnić się od napięcia i - chociaż na chwilę - uciec od zaistniałej życiowej trudności. 

Oczywiście po przeczytaniu tej książki - jak za machnięciem czarodziejską różdżką - nie naprawią relacje międzyludzkie, ludzie nie będą sobie bliżsi, a liczba singli się nie zmniejszy. Do wszystkiego trzeba podchodzić zdroworozsądkowo. Można z niej wyciągnąć te rzeczy, które nas dotyczą. Może to być pierwszy krok do pokonania lęku przed bliskością. Nigdy też nie jest za późno, aby rozprawić się pewnymi nawykami albo przerwać błędne koło, w którym tkwimy. Poza tym terapeuci próbują przybliżyć zachowania, które odbierają bliskość. Wiele z nich to zachowania nieświadome, a przecież świadomość jest pierwszym krokiem do zmiany. I podobnie jak pan Andrzej jestem wielką zwolenniczką libroterapii, czyli formy psychoterapii polegającej na leczniczym działaniu tematycznym, spersonalizowanym pod pacjenta, czytania książek. Polecam gorąco. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Burza" William Shakespeare

"Sonety" William Shakespeare

"Voulez-vous coucher avec moi?", czyli "Diana w kąpieli" Bouchera - i laurka dla siebie samej.