poniedziałek, 12 sierpnia 2019

„Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury’ego” Matt Richards i Mark Langthorne

Wydawnictwo:Zysk i S-ka
data wydania: 30 lipca 2019r.                      
tłumaczenie: Robert Filipowski
tytuł oryginału: Somebody to Love: The Life, Death and Legacy of Freddie Mercury
okładka: twarda            
format: 145 x 205 mm
liczba stron: 496  




Był niezwykle utalentowanym i wszechstronnym wokalistą oraz kompozytorem. Nikt inny w historii muzyki popularnej nie połączył tak rocka z operą, musicalu z metalem, teatralności z wodewilem. Z wielką przyjemnością przeczytałam tę książkę. Bardzo lubię utwory „Queen”, a Freddiego szanuję i podziwiam jako muzyka. 

„Somebody to love...” to niezwykła biografia. Autorzy: Matt (producent telewizyjny i reżyser) i Mark (pracownik przemysłu muzycznego i prezes domu mody) umieścili tylko wybrane elementy działalności zespołu „Queen”, szczególnie te dotyczące Mercury'ego. Ze względu na ogrom dokonań Freddiego nie da się przedstawić każdego aspektu historycznego i muzycznego, jakie złożyły się na jego długą karierę. W niniejszej książce załączona jest duża ilość różnych opinii, zarówno krytyków piszących dla brukowców, żyjących członków „Quenn”, domowników Freddiego, jego lekarzy, dziennikarzy muzycznych, członków ekipy, oddanych fanów, krytyków, jego nielicznych wywiadów, homoseksualnych aktywistów, jak i homofobów. Wszystko to daje rzetelny i „nieupudrowany” obraz artysty wszech czasów. Bo te wszelkie opinie sprowadzają się i tak do wspólnego mianownika. Geniuszu lidera zespołu „Quenn”. Magnetyzm Freddiego Mercury’ego do dziś przyciąga fanów na całym świecie. Podziwiają oni talent jednej z najbardziej ekstrawaganckich gwiazd rocka, zasłuchując się w jego muzyce i zachwycają się występami na stadionach, zapominając jednocześnie o katastrofalnych danych.

Tak naprawdę pod płaszczem charyzmatycznego kompozytora i wokalisty krył się samotny człowiek, który wciąż poszukiwał miłości, stabilizacji i bezpieczeństwa. „Chciałbym zjeść ciastko i mieć ciastko - przyznawał. - Chcę poczucia bezpieczeństwa, ale też wolności”. Nie jest tajemnicą, że Freddie był stałym bywalcem lokalów dla homoseksualistów i miał setki partnerów. Sam Freddie przyznawał, że swoją rozwiązłością próbował zagłuszyć poczucie samotności albo wyleczyć blizny po wcześniejszych związkach. Dlatego zamiłowanie do szybkiego seksu bez żadnych zobowiązań traktował jako swoiste antidotum. Poza tym od zawsze miał problemy ze swoją seksualnością i często czuł się zagubiony, a na pewno ograniczony. Freddie nigdy nie zamierzał ujawniać swojej orientacji. Przez większość życia mieszkał ze swoją przyjaciółką Mary Austin, a jego heteroseksualni przyjaciele z zespołu stanowili naturalną zasłonę dymną, dzięki której kwestia jego seksualności pozostawała niejasna. Mógł zatem zyskiwać międzynarodową reputację imprezowego zwierzęcia, legendarnego pana rozpusty i boga seksu. Nawet jego koledzy z zespołu do końca nie byli świadomi tego, co działo się nocami po koncertach.

Przez większość życia Mercury szukał podniet i emocji, co, oczywiście miało swoją cenę. Zdawał sobie sprawę, że jeśli dużo wyjawi na swój temat, ludzie poczują się „zawiedzeni”. Sam był sobą zawiedziony. Na scenie mógł tworzyć pozy. Mógł się kreować. Lubił się popisywać, miał wyjątkowy głos, kochał się przebierać, upodobał sobie teatralność i uwielbiał musical „Kabaret”. Talent to niebanalnych piosenek i jego intuicja stała się kluczem do sukcesu „Quenn”. „Rozpusta jest częścią mojej osobowości. Nuda jest jak choroba. Potrzebuję ryzyka i emocji. Nie mogę siedzieć w domu przed telewizorem”. 

Ta książka porusza jeszcze jeden ważny problem. Autorzy na podstawie ówczesnych licznych badań i statystyk ukazują przyczyny rozpowszechnienia się AIDS. Zresztą książka jest poświęcona tym, którzy żyją i zmarli na AIDS. Bowiem już w latach siedemdziesiątych choroba ta panoszyła się na świecie, zbierała śmiertelne żniwo, a wszyscy żyli w nieświadomości. Nikt nie wiedział, że zaczyna się ona od wirusa przenoszonego drogą płciową. Mało kto wie również, że choroba zrodziła się już na początku XX wieku, a wszystko zaczęło się o pewnego myśliwego i zarażonego szympansa. To rzetelna i tragiczna opowieść o rozpowszechnieniu się tej potwornej choroby. 

To niesamowita historia Farrokha Bulsary, który, uciekając przed wojną domową, przybył z rodzicami do Anglii w 1964 roku, gdzie udał się do college'u, a potem rozpoczął karierę wokalisty, kompozytora i wykonawcy, docierając na szczyty list przebojów. Spełnił swoje marzenia to z pewnością, a co najważniejsze, że zostawił po sobie spuściznę, która do tej pory zachwyca. Polecam gorąco.  


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa ZYSK i S-KA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz