sobota, 24 czerwca 2017

„Lektor” Bernhard Schlink

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: wydanie III, 23.05.2017r.
Seria: Salamandra
Tytuł oryginalny: Der Vorleser
Przekład: Karolina Niedenthal
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 216





„No i czego teraz chcesz? Całego życia w jedną godzinę?”
Akcja toczy się w powojennych Niemczech. Hanna udziela pomocy Michaelowi Bergowi, który zasłabł na ulicy, wracając ze szkoły. W ten sposób krzyżują się losy 15-letniego ucznia i pięknej, choć starszej od niego kobiety, którą jest zafascynowany od pierwszej chwili. To przypadkowe spotkanie staje się początkiem namiętnego romansu, zakończonego nagłym i tajemniczym zniknięciem Hanny. Mija osiem lat. Michael jest studentem prawa i śledzi procesy nazistowskich zbrodniarzy. W tych właśnie, jakże odmiennych, okolicznościach spotyka ponowie swoją dawną kochankę. Hanna siedzi na ławie oskarżonych, a przeciwko niej toczy się proces zbrodni dokonanych przez strażniczki w obozie koncentracyjnym. 

Michael zgromadził w pamięci obrazy dawnej kochanki. I tak naprawę tych obrazów szukał w swoich późniejszych związkach. „Zgromadziłem je wszystkie w pamięci i mogę rzucić na mój wewnętrzny ekran, a później oglądać, niezmienione i nienaruszone przez czas. Niekiedy myślę, że więcej po nie nie sięgnę. Ale powracają same i zdarza się, że muszę je potem jeszcze wiele, wiele razy wyświetlać, oglądać wciąż od nowa”. Hanna dodała Michaelowi pewności siebie. Ich potajemne spotkania zawsze wyglądały podobnie - wspólna kąpiel, kochanie się i czytanie na głos książek. Tej czułej bliskości Michael będzie szukał potem u innych kobiet, ale u żadnej tego nie znajdzie.   

Bernhard Schlink w tej której opowieści porusza wiele wątków. Konieczność wyboru pomiędzy dwoma obowiązkami, z których każdy wymaga naszego zaangażowania. Rozliczanie historii, rozliczanie sprawców zbrodni. Prawo człowieka do wolności i godności. Problem analfabetyzmu powojennym społeczeństwie. Konsekwencje trudnych wyborów. Samotność. Etyka w świetle sprawiedliwości. To również powieść o pierwszej, inspirującej, ale i toksycznej miłości. Miłości, która nadawała życiu sens, a jednocześnie bezlitośnie go odbierała. 

Poruszająca była to historia, z gorzkim i okrutnym zakończeniem. Są książki, które po przeczytaniu się zapomina. Ulatują wątki, postacie, wydarzenia. Tak taka nie jest. Choć minęło już parę dni odkąd skończyłam ją czytać, nadal pozostała w mojej głowie. I pozostanie pewnie na długo. Takich opowieści się nie zapomina. I powtórzę to, co napisałam o innej książce Schlinka „Letnie kłamstwa”. Bernhard Schlink tworzy świetne sylwetki psychologiczne swoich bohaterów, nie ocenia ich jednak, a raczej chłodnym obiektywizmem sprawia, że te historie nas dotykają, skłaniają nas do zastanowienia się, do refleksji.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.



niedziela, 18 czerwca 2017

„Kartagina” Joyce Carol Oates

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 23.05.2017r
seria: Salamandra
tytuł oryginalny: Carthage
przekład: Katarzyna Karłowska
oprawa: całopapierowa z obwolutą
liczba stron: 552




„A gdyby panu kazali wybierać, jakim chciałby pan być: bosko pięknym, oszałamiająco mądrym, czy też anielsko dobrym?” - o to zapytała Anna Shirley Mateusza przy ich pierwszym spotkaniu. Odpowiedź wcale nie jest łatwa, bo wybór dość trudny. Bohaterce najnowszej powieści Joyce Oates nie pozostawiono wyboru. Cressida była „tą mądrą”, inteligentniejszą z rodzeństwa. Etykietka „pięknej” przypadała starszej siostrze - Juliet. W sumie trudno stwierdzić, czy to dobrze, czy źle. Czy lepiej jest być pięknym, czy mądrym? Wielu sobie zadawało takie pytanie, ale tak naprawdę odpowiedź zależy od charakteru człowieka oraz od tego, co dla niego liczy się w życiu.

Cressida Mayfield miała trudny charakter. Zresztą, wszyscy naokoło tylko ją w tym utwierdzali. Bardziej niespokojna, niecierpliwa, kłopotliwa, bystrzejsza, bardziej skłonna do śmichu i łez. Ta zamknięta, ta z problemami. Niełatwo było również wychowywać się w domu bogatych rodziców. W domu byłego burmistrza Kartaginy - malowniczego amerykańskiego miasteczka. Niełatwo było być ciągle w cieniu starszej siostry, tej piękniejszej, tej bardziej towarzyskiej. Juliet miała powodzenie, była ładna, miła, troskliwa, potrafiła zawsze stosownie się odezwać i coś odpowiedzieć. 

Jednak pewnego dnia znika właśnie Cressida. Ginie w niewyjaśnionych okolicznościach na terenie rezerwatu leśnego Nautauga, w okolicach jeziora Ontario, gdzie nurt wody jest bardzo rwący. Zniknięcie młodej dziewczyny porusza lokalną społeczność. Wszyscy mieszkańcy włączają się w poszukiwania. Policja szybko wpada na trop, a podejrzenia spadają na kaprala Bretta Kincaida, byłego narzeczonego Juliet, bohatera wojennego, okaleczonego fizycznie i psychicznie podczas służby dla kraju w Iraku. Obserwujemy zatem cierpienie rodziców, kształtowanie się ich wzajemnych relacji oraz ich umiejętności radzenia bądź nieradzenia sobie ze stratą ukochanej osoby. Na Juliet zaginięcie siostry też odcisnęło piętno. Boleśnie to przeżywa, próbując tym samym żyć normalnie. 

Cała fabuła, na początku, przypomina trochę te seriale kryminale, gdzie ginie młoda dziewczyna, a cała społeczność i rodzina skupia się na jej odnalezieniu. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki, ale muszę przyznać, że zrobiła na mnie wrażenie. Autorka porusza tu wiele wątków, wręcz dylematów moralnych. Słuszność skazywania na karę śmierci, służba” dla kraju i odbywanie misji w krajach ogarniętych wojną lub konfliktami, motyw odkupienia winy i przebaczenia. Joyce Oates dużo miejsca poświęca właśnie przebaczeniu. Przyglądamy się dwóm skrajnym postawom rodziców - jedno nie może się pogodzić ze stratą, drugie twierdzi, że tylko wybaczenie jest w stanie ukoić ból. Bardzo dobrze zostały przedstawione tu psychologiczne charaktery bohaterów. Na uwagę zasługuje również kreacja weterana wojennego Bertta - jego psychika, majaki, traumy, mierzenie się z rzeczywistością po okrucieństwach doświadczeń wojennych. „Nie czuję się już młody. Chyba w głębi serca się postarzałem”. Majstersztyk!

Poruszająca, przenikliwa, dająca do myślenia i wyzwalająca wiele emocji to książka. Polecam gorąco. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


niedziela, 4 czerwca 2017

„Lśnij, morze Edenu” Andrés Ibáñez

Wydawnictwo:Rebis
data wydania: 9 maja 2017r.
seria: Salamandra
tytuł oryginału: Brilla, Mar del Edén
tłumaczenie: Barbara Jaroszczuk
oprawa: miękka
liczba stron: 816





„Jakby to miejsce nie było miejscem z naszego świata, tylko czymś pośrednim, rodzajem nawiasu”
Temat dość popularny - bezludna wyspa i garstka ludzi, którzy pragną przetrwać. „Przypadki Robinsona Crusoe”, „Tajemnicza wyspa”, „Zagubieni”, „Burza”, „Władcy much”. Można wymienić tu jeszcze kilka innych tytułów, zarówno literackich, jak i filmowych, gdzie taki motyw się pojawia. 

Andrés Ibáñez, pisarz hiszpański, sam mówi w wywiadzie, że  jego wyspa jest podobna i inna od serialowej. A czytelnik dostaje ponad osiemset stron wypełnionych emocjami i masą odniesień do świetnej, światowej literatury. I istotnie. Już po pierwszych stronach powieści ma się wrażenie, że to nietuzinkowe dzieło. Zachwyca tu przede wszystkim język i styl pisania. Ale po kolei.

Wszystko zaczyna się od katastrofy samolotu, który rozbija się na pozornie bezludnej wyspie. Tylko czy to na pewno jest to wyspa? Może to sen, jakaś iluzja albo inny wymiar, równoległy do naszego świata. Z biegiem akcji czytelnik sam nie wie za bardzo gdzie jest i staje się bohaterem książki, wędruje przez labirynt zagadek i niedopowiedzeń, rozkoszuje się intensywnością przeżyć i smaków, jest przerażony, ale i zaciekawiony. Sam narrator zauważa, że panowała tu od początku dziwna atmosfera „mieszanina otępienia, strachu i wakacyjnego rozluźnienia”. A narratorem jest hiszpański kompozytor Juan Barbarín, zamieszkały w Stanach Zjednoczonych miłośnik muzyki romantycznej i kobiet. Ocalały z katastrofy oczywiście. Pisze on wszystko z dystansem czasowym, zna zakończenie całej historii, zna losy innych bohaterów, ale tego nie zdradza. „Jak już wiecie, wasz Juan Barbarín, stary kocur o czułym sercu, niemal każdą kobietę uważa za nieodparcie pociągającą”. Wspomina swoje życie, swoje sukcesy i porażki, a postacie z życia „przed katastrofą” pojawiają się w jego iluzjach, po części też w snach i halucynacjach.

Liczba bohaterów jest tu ogromna. Każda postać ma swoją historię. Nie sposób zapamiętać i streścić każdej, ale nie to ma tu znaczenie. To zbiór opowieści, w którym zawierają się wszystkie problemy społeczne, religijne, gospodarcze, obyczajowe. Mamy tu istny miks narodowości - okrutnie bogaty Szwajcar, który chce naprawiać świat przez moralizatorstwo, Japończyk, który opatentował niesamowity wynalazek, młoda Meksykanka, po brutalnych przejściach, ponętna Rosana, która na wyspie codziennie maluje usta na czerwono, Wade - mechanik samochodowy, który poprawiał teksty sławnym pisarzom. Postać Wade'a jest podwójnie ciekawa - po pierwsze odgrywa on znaczącą rolę w powieści, a po drugie -  ma on swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Andrés Ibáñez przeczytał kiedyś artykuł o amerykańskim mechaniku, który znał się bardzo dobrze na literaturze, do tego stopnia, że odwiedzali go znani pisarze, a on poprawiał im wątki albo wymyślał nowe. 

Zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zakłócenia elektromagnetyczne, niebieskie olbrzymy, ludzie powracający zza grobów, uzbrojeni po zęby partyzanci, kapłanki, okrutne tortury, porwania, podziemne tunele oraz Łąka, która pojawia się i znika. Cała wyspa jest metaforą ludzkiego życia. Wszyscy są na niej zagubieniu, ale każdy na inny sposób. Autor stawia pytania o źródło wartości i cywilizacji. To wizja społeczeństwa w kryzysie, właśnie w kryzysie wartości. Pojawia się również motyw narodzin od nowa. Rozbitkowie przybyli na wyspę, aby się narodzić ponowie. Tak jak w symbolicznym śnie o  żółwicy. 

„Moim zdaniem książki nie są po to, żeby kogokolwiek czegokolwiek uczyć. Służą do tego, by czegoś doświadczyć, coś przeżyć. W życiu chodzi o to, by czuć, że żyjemy. Ja to czuję, gdy piszę”. Tak mówi autor w wywiadzie. Nic dodać, nic ująć.

Polecam gorąco. Ja czytałam ją dość długo, ale po prostu nie chciałam, aby się skończyła. Wielowątkowa i zręcznie napisana. I na koniec parę słów o okładce. Jest na niej wszystko, co w książce istotne. Autor ilustracji bardzo dobrze zrozumiał treść i przesłanie w powieści. Zatem kolejny plus do całości. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.