piątek, 10 sierpnia 2018

„Bez przeszłości” Keith Donohue

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 5 lipca 2018r,
tytuł oryginału: The Motion of Puppets
tłumaczenie: Jan Hensel
oprawa: miękka
liczba stron:  406




„Ludzie zawsze uganiają się za chimerami, próbują sprawić, żeby znowu było tak jak kiedyś, ale wyjawię wam pewną tajemnicę: to robota głupiego. Przeszłości nie ma, nigdy jej nie było. Nie było jej takiej, jak ją pamiętamy, jak przerabiamy ją przez lata za sprawą wyobraźni” . 
Z jednej strony bardzo trudna sprawa: zapomnieć o przeszłości, o swoim dawnym życiu, o znajomych, bliskich, z drugiej strony to jednak szansa na nowe życie, nowe znajomości, na zapomnienie o dotychczasowych relacjach. Marzenie wielu - zapomnieć o przeszłości i zacząć od nowa. Problem pojawia się wtedy, kiedy w tym dawnym żuciu został ktoś, komu bardzo zależało na osobie, która właśnie chce o przeszłości zapomnieć. 

Kay i Theo są świeżo upieczonym małżeństwem. Kay spędza letnie wakacje, pracując w cyrku jako akrobatka, podczas gdy jej mąż, Theo, tłumaczy biografię pioniera fotografii − Eadwearda Muybridge’a. W Quebecu czas płynie im spokojnie i monotonie. Theo zajmuje się tłumaczeniem, a Kay chodzi na próby, występuje w przestawieniach, wieczory natomiast spędzają razem, chodząc na długie spacery. Podczas jednej z takich przechadzek Kay zakochuje się w lalce na wystawie Quatre Mains, zamkniętego sklepiku ze starymi zabawkami. Siedząca drewniana lalka nie daje jej spokoju. Pewnej nocy, gdy Kay wraca do domu, ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Kiedy widzi, że w jej ulubionym sklepiku pali się światło a drzwi są otwarte, postanawia znaleźć schronienie w jego wnętrzu. Nazajutrz Theo odkrywa, że żona zaginęła.

Policja nie daje wiary jego zeznaniom, a Theo staje się pierwszym podejrzanym. Całe otoczenie stawia na morderstwo i ukrycie ciała, ale Theo czuje, że jego żona żyje. Zrozpaczony, obsesyjnie zaczyna przemierzać ulice Quebecu. Tymczasem Kay, przemieniona w lalkę, tkwi uwięziona na zapleczu Quatre Mains, gdzie towarzyszy jej gromadka kukiełek z różnych zakątków świata, które ożywają jedynie na noc. Kay można ożywić, jeśli ktoś przyjdzie po nią po północy i ją rozpozna. Na dodatek musi zaufać jej na tyle, że podczas ucieczki nie obejrzy się za siebie, by sprawdzić czy biegnie. Tak rozpoczyna się podwójna odyseja: męża wytrwale szukającego zaginionej żony - i kobiety uwięzionej w magicznym świecie, gdzie jej życie należy do kogoś innego. Tak współczesna wersja mitu o Orfeuszu i Eurydyce.

Keith Donohue lubi w swoich powieściach powtarzać motyw miłości, zaufania, bólu utraty i nadziei. Tak było między innymi w "Aniołach zniszczenia". Pisarz tworzy nastrojowe historie inspirowane mitami, legendami i dramatami wystawianymi na scenie. Innym ciekawym wątkiem jest tu biografia Muybridge’a. Tłumacząc jego życiorys Theo zaczyna żyć podobnie jak fotograf. Bardzo emocjonalnie podchodzi do epizodów z życia pioniera fotografii, stara się go zrozumieć, a tym samym szuka lekarstwa na ukojenie bólu po stracie żony.   

Polecam, choć nie jest to lektura łatwa w odbiorze, raczej na wyrafinowanych czytelników. Żeby dobrze ją zrozumieć trzeba mieć również minimalną wiedzę z dziedziny teatru i sztuk Szekspira. A wtedy to już uczta czytelnicza. Keith Donohue zaprasza do świata demonicznych lalek i marionetek, gdzie świat jest teatrem, a kukiełkami są ludzie, sterowani przez kogoś(?). I na koniec coś z przymrożeniem oka, ale ku przestrodze - nigdy nie można wchodzić do sklepu z zabawkami po północy!


 Książkę dostałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka za co bardzo dziękuję. 
  

piątek, 3 sierpnia 2018

„Wielka samotność” Kristin Hannah

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 23 maja 2018r.
tytuł oryginału: The Great Alone
tłumaczenie:  Anna Zielińska
liczba stron: 512




„Potrzebuję miejsca, gdzie znowu będę mógł swobodnie oddychać. Czasem myślę, że niewiele brakuje, abym zupełnie się rozsypał. Tam skończy się to całe gówno, przestaną mnie dręczyć wspomnienia. Ja to wiem. Właśnie tego nam potrzeba. Wrócą dobre dni. To Wietnam zrobił ze mnie popaprańca”. Wielu weteranów wojennych myślało w podobny sposób. Po traumatycznych przeżyciach większość żołnierzy nie mogła sobie poradzić w codziennym życiu. Ernt Allbright jest ruiną człowieka. Męska duma nie pozwala mu ubiegać się o rentę inwalidzką, dlatego ima się różnych prac. Niestety problemy z alkoholem nie pomagają mu w stabilizacji. Najbardziej przez to cierpi żona Cora i 13-letnia córka Leni. Ernt ciągle traci pracę, a one muszą przenosić się z miasta do miasta. Okazja nadarza się kiedy Ernt odziedziczył dom na Alasce. Od razu podejmuje decyzję, że się tam przeniosą, bo to jedyna szansa dla niego na powrót do normalności. 

Na początku rodzina była zaskoczona malowniczymi krajobrazami. Sama już droga dawała iskierkę nadziei, że tam w magicznej przestrzeni, gdzie pokryte lodowcem góry o ostrych szczytach celują w bezchmurne niebieskie niebo, Ernt odzyska równowagę. Szybko się jednak okazuje, że ta romantyczna bajka, w którą wierzyli, to tylko twarda rzeczywistość. Zamieszkali na skrawku ziemi niedostępnym z wody podczas odpływu, na półwyspie, gdzie żyła garstka ludzi i setki dzikich zwierząt, w miejscu z bezwzględnym klimatem, który potrafił zabić. Tutaj w czerwcu była wiosna, w lipcu lato, w sierpniu jesień, a przez resztę miesięcy panowała zima. Słonce wstawało o dziesiątej, a zachodziło o 16.00. I tak przez 3/4 roku. Tu nie było prądu, bieżącej wody, posterunku policji, centrali telefonicznej, nikogo, kto usłyszałby wołanie o pomoc. 

Cora i Leni szybko przekonały się co oznacza ciężka praca. Ich dom wymagał kapitalnego remontu i trzeba było ciągle gromadzić żywność na zimę. Ale nie to okazało się dla nich największym problemem. Z nadejściem zimy i ciemnościami obejmującymi Alaskę zaczynał pogarszać się stan psychiczny Ernta. Wszelkie inne niebezpieczeństwa, nawet ataki dzikich zwierząt, stały się niczym, w porównaniu z jego napadami agresji. I tak w małej chatce, przykrytej śniegiem, przez osiemnaście godzin nocy, Cora i Leni odkrywają brutalną rzeczywistość alaskańskich nocy. 

Leni stała się zakładniczką klimatu, braku pieniędzy, a przede wszystkim chorej, toksycznej miłości łączącej jej rodziców. Ponadto ojciec ciągle wpajał jej lęk przed światem i utwierdzał ją w przekonaniu, że świat kapitalistyczny jest zły i skorumpowany. Nie zgadzał się na żadne udogodnienia, począwszy od doprowadzenia prądu, trzymaniu zapasów w lodówce, po przebudowę nabrzeża, aby móc zarabiać na turystach. Leni szybko nauczyła się polować, rozpalać ogień za pomocą krzemienia, potrafiła z zawiązanymi oczami złożyć broń i zawsze pod ręką miała plecak przerwania na wypadek wybuchu wojny. Mimo tego surowego wychowania, Lenia pokochała to bezkompromisowe piękno i klimat Alaski. Lekarstwem na jej wielką samotność stała się pasja do fotografii. Za pomocą swojego polaroidu uwieczniała majestatyczne krajobrazy i ludzi z wioski. Innym antidotum okazała się przyjaźń z rówieśnikiem mieszkającym po sąsiedzku. Spędzali ze sobą wieczory, czytali te same książki, rozmawiali o swoich pragnieniach.

Nie ma sensu streszczać dalszej fabuły, ale przepiękna to była opowieść. Jestem nią oczarowana, nie spodziewałam się, że wyzwoli ona we mnie takie emocje. To również historia o tym, w jaki sposób funkcjonuje mała społeczność, która musi liczyć na siebie, bo wpływ państwa jest niemal nieodczuwalny. Opowieść o tym jak pionierska społeczność zderzała się ze współczesnością. Opowieść o bezinteresowności i empatii wobec innych, gdzie dzika przyroda, czyste powietrze i woda dopełniają tej idylli. Ale też o tym, że tak nieokiełznana przyroda może zabić na 100 sposobów, a większość ludzi nie wytrzymuje pierwszej zimy. Alaska ponoć nie kształtuje charakteru - ona go obnaża. Tak było z Erntem, ciemność, mróź, izolacja miała na niego fatalny wpływ. Zatem to też powieść o walce o przetrwanie, szukaniu swojej ścieżki, o walce z demonami z przeszłości. I tylko nieliczni potrafią taką walkę wygrać. Oprócz tego to przecudna opowieść o wielkiej i trwałej miłości, tak ogromnej jak przestrzenie na Alasce i niezmierne morze, które ją otacza. Polecam gorąco! 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

„Powrót na Paros” Vanessa Greene

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 20 czerwca 2018r.
tytuł oryginału: The Beachside Guest House
tłumaczenie: Grażyna Woźniak
liczba stron: 288






Po greckich wojażach zapragnęłam dalej poczuć się jak wakacjach i przedłużyć sobie śródziemnomorski klimat. Dlatego sięgnęłam po lekką opowieść o kobiecej przyjaźni. Po lekturze Cząstki ciebie i mnie wiedziałam czego spodziewać się po stylu pisania pani Vanessy, a takiego klimatu trzeba mi było po urlopie. 

Fabuła jest tu dość prosta. Trzy brytyjskie przyjaciółki, Bee, Rosa i Iona, postanawiają po latach powrócić na grecką wyspę Paros. Jako osiemnastolatki przyjechały tu na wakacje i spędziły upojny urlop. Z rozrzewnieniem zawsze wspominały beztroski czas spędzony na plaży, nocne kąpiele  w morzu i drinki z wódki popijane z arbuza. Chcąc uciec od problemów na wyspach i trochę niespełnionych oczekiwaniach otwierają nowy rozdział w życiu. Rosa kupuje pensjonat, w którym kiedyś mieszkały, a Bee bierze do pomocy przy odświeżaniu. Wkrótce dołącza do nich Iona. Na miejscu okazuje się, że ich urokliwy pensjonat wcale nie jest już tak uroczy jak 11 lat temu. Popadł w ruinę. Dziewczyny są jednak dobrej myśli i postanawiają przywrócić mu dawną świetność.

Powrót na Paros” to typowo kobieca i lekka lektura. Do przeczytania w dwa wieczory. Sięgając po tego typu książkę nie należy spodziewać się rozbudowanych wątków, pogłębionego rysu psychologicznego postaci, czy też zwrotów akcji. Czyta się szybko, gdyż przeważają tu dialogi. Szczerze, to bywają one trochę infantylne i irytujące, i to zamiłowanie Brytyjczyków do pica herbaty. 
-Napijecie się herbaty, a może coś zjecie? Pewnie miałyście długą podróż.
-Filiżanka herbaty byłaby cudowna.

Takie dialogi przeważają, ale Brytyjki ponoć tak mają. „Powrót na Paros” to lektura na dwa wieczory albo długie leniwe letnie popołudnie. Dobra odskocznia, ale ja już prawie zapomniałam od czym była. I jeszcze mało klimatu greckiego było w tej opowieści, choć wszystko dzieje się przecież w śródziemnomorskim klimacie. 


 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.