niedziela, 5 października 2014

„Walizki hipochondryka” Mariusz Sienkiewicz

Wydawnictwo: Znak
data wydania: 28 sierpnia 2014r.
oprawa: miękka
liczba stron: 272






 
Szpital - miejsce kojarzące się z chorobami, bólem, białymi kitlami i specyficznym zapachem wypastowanych podłóg. Dla bohatera książki jest to jednak miejsce niezwykłe, gdyż odkąd sięgał pamięcią, towarzyszyła mu niewzruszona pewność, że tylko choroby trzymają go przy życiu. Chorował na wszystko, co tylko możliwe, począwszy od grypy czy anginy, przez skoliozę, przepuklinę, po problemy z nerkami. Każdą przypadłość, każde schorzenie przechodził w pełnym, podręcznikowym zestawie objawów. Nic zatem dziwnego, że przywykł do szpitali i do codzienności z nimi związanych.

A jak wygląda taka szpitalna codzienność? Kto leżał na w szpitalnej sali z pewnością lepiej to zrozumie. Otwiera się oczy. „Znowu sufit, ściana, palce stóp wystające spod kołdry. I rozczarowanie, jednak rozczarowanie, że bardziej jestem tutaj niż tam”. [str.23] Nasz bohater - Emil Śledziennik - leżąc po raz kolejny w szpitalu i czekając na dość banalny zabieg usunięcia kamieni, próbuje oswoić swą chorobę, wspominając minione życie. Przywołuje w myślach obraz wyimaginowanej kochanki, dla której układa poetyckie apostrofy. „Cudowna kapłanko, której uśmiech potrafi rozproszyć piekło mojej udręki" albo „Jaśniejąca lateranko, która rozpraszasz egipskie ciemności mojej hipochondrii!” [str. 99] pojawia się jeszcze „kocico iskrowłosa”, „galaktyczny piecyku”, „diablico przewrotna”. 

Emil, w przerwach między odurzeniem Ketonalem, w onirycznych wizjach wspomina swoje dzieciństwo i młodość, przeplata je z teraźniejszością. Półsenne obrazy majaczą w jego głowie, przypominają mu się twarze, sytuacje, dźwięki, produkty niedostępne w PRL-owskim świecie. Wszystkie te zdarzenia, wspomnienia składają się na to, jakim stał się człowiekiem. W walizkach, które ze sobą przytaszczył, znajduje się nie tylko ręcznik i piżama (w słoniki), ale cały bagaż jego doświadczeń. „Szpital jest specyficzną formą podróży: im dłużej leżysz, tym bardziej się oddalasz od świata na zewnątrz, tym częściej przekraczasz własne ciało, raz po raz przekraczając zarazem granice pamięci”. [str. 23]

Dawno nie czytałam już tak dobrej polskiej literatury. Sienkiewicz uwiódł mnie kunsztem języka i porwał do świata, który pozornie jest monotonny i depresyjny. Natomiast monolog wewnętrzny Emila, wygłoszony na szpitalnym łożu, to groteska o miłości, bólu i upokorzeniu. Momentami smutna opowieść, momentami przezabawna, chwilami surrealistyczna. Na pewno - ambitna i dopracowana literatura. Polecam gorąco!



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Znak

1 komentarz:

  1. Unikam szpitali jak tylko mogę. Trochę się ich boję. Ostatnio jednak bywam w nich dość często, ale w odwiedzinach.

    OdpowiedzUsuń