poniedziałek, 15 sierpnia 2011

"Empireum" tom II Waldemar Łysiak

Wydanie: Nobilis
Rok wydania: 2004
Wymiary: 170 x 240 
Oprawa: twarda
ISBN: 83-917612-3-1  

"Tak się to wszystko kończy. W pewnej chwili przyjdzie śmierć i zwali to wszystko w otchłani niepamięci, i nawet nikt nie wspomni" <Mais ou sont les neiges d'antan?> 'Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi' ?"

Wstęp od  I tomu otwierało zdjęcie ukazujące książki i czaszkę, które było metaforą ulotności księgozbiorów, gdzie Pan Łysiak ubolewał nad smutnym losem kruchości bibliofilskich sezamów.  Wstęp do tomu II otwiera zdjęcie książek z popielniczką, która jest we władaniu Mefistofelesa... Bibliofile dawnych czasów utożsamiali go z "chochlikiem drukarskim", czyli diabełkiem płatającym figle w książkach, zwany też był "Druckteufel"- diabeł drukarski, odkąd ośmieszał księgi "literówkami". "Literówek" dziś w wielu książkach można odnaleźć masę. Dla bibliofila (maniak wyczulonego na typografię) to bardzo ważny (piekielny) problem. Dlatego Łysiak o tym wspomina, ponieważ "boli" go każda "literówka". 

W pierwszym (szóstym) rozdziale Autor zaczyna od opisu ekslibrisów, czyli znaków własnościowych danego egzemplarza książki, najczęściej ozdobnych, wykonanych w technice graficznej z imieniem i nazwiskiem właściciela księgozbioru lub stylizowanymi inicjałami, lub z nazwą instytucji. Typowy ekslibris jest małą zadrukowaną karteczką przyklejoną do wewnętrznej strony okładki. W prostszej formie może to być np. pieczątka. Posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych ich właściciela. Dlatego Łysiak prezentuje tu swoje zdobycze oraz pisze o historii i najlepszych polskich ekslibrisach. Ponadto zdradza tu i udowadnia historię pewnego wiersza Adama Mickiewicza "Reduty Ordona", czyli jak to naprawdę z tym Ordonem było. Przy okazji prezentuje swoje "Mickiewicziania", czyli wspaniałą kolekcje dzieł wieszcza. 

Krawiecka projekcja patriotyzmu, czyli drukowano-malowana kostiumologia - tym również zajmuje się bibliofil. Ogólnie mówiąc wszystko co wyszło drukiem o strojach narodowych. Szata historyczna nie tylko zdobiła człowieka, lecz zezwalała identyfikować go narodowo. "Patrzcie panowie! co za śliczny ułan z Warszawy!..." - tak brzmiał napis na jednej z kolorowych litografii, gdzie studenci, mieszczanie podziwiali polski mundur. Następnie Łysiak cytuje znawcę militariów: "Żeby przeszłość  narodu ukochać i z niej czerpać natchnienie, trzeba ją znać, i to we wszystkich szczegółach, wśród których zewnętrzny wygląd żołnierza zajmuje miejsce wcale niepoślednie, gdyż odzwierciedla charakter danej epoki, wiernie przechwalając pierwiastki narodowe". [str. 460] Pięknie powiedziane, warto o tym pamiętać dziś, gdzie z reguły głównym strojem są dżinsy lub garnitur. A przynajmniej pooglądać przecudne cymesy, litografie, akwaforty, miedzioryty przedstawiające stroje, kostiumy i szaty. 

Kolejny rozdział trzeci (ósmy) w pisaniu sprawił chyba Panu Łysiakowi ogromną przyjemność. Dotyczy bowiem ukochanej przez niego postaci - Napoleona Bonaparte. Jako zagorzały bonapartysta zbierał wszelkie "napoleonianiaki". Kolekcja imponująca! Książki, książeczki, albumy, albumiki, układanki, pieniądze, pocztówki, butelki w kształcie popiersia Cesarza, talerze, porcelana sprzed 1814 roku, wazy et cetera, et cetera. Ponadto opowiada o kolejnej zdobyczy, już może nie bibliofilskiej, a malarskiej. Gdzie po 22 latach poszukiwań, spełnił swoje marzenie. Obraz "Zamilkła bateria Samosierry" Wojciecha Kossaka stał się jego własnością.

Encyklopedie - Alchemia podręcznej wiedzy. Co można było zrobić, przed I Wojną Światową, kiedy nie było internetu, telewizji, ani radia, aby poszerzyć swoją wiedzę o ludzkości i świecie? Ano być skazanym na ilustracje i teksty drukowane. A wysp tego rodzaju prac (encyklopedii, słowników, albumów) na początku XX wieku był ogromny. Waldemar Łysiak prezentuje tu wszelakie encyklopedie, pisze o wydaniach, o tym co w nich było, a raczej czego lub jakich postaci w nich nie było. Twierdzi również, że zbieranie encyklopedii jest to dość rzadka pasja bibliofilska, ponieważ wymaga obszernego mieszkania, bo takie tomy mogą zająć 'kilometry' półek. A co to jest encyklopedia? "Prosta odpowiedź brzmi: to jest taka książka, dzięki której żaden człowiek nie musi nosić w  mózgu całej ludzkiej wiedzy; wystarczy sięgnąć, otworzyć i przeczytać." [str. 534] Potwierdza to przykładem, jak to pewien profesor zapytał kiedyś Einsteina;

-Panie Einstein, czy wie pan co oznacza wzór E=mc2?
-Nie pamiętam. Lecz pamiętam gdzie stoi książka, w której mogę to sprawdzić - odparł Geniusz. 

"Istnieje także bibliofilstwo 'nutowe'. Zbiera się nuty (kompozycje muzyczne, melodie) towarzyszące tekstom pieśni, czyli śpiewniki muzyczne. Są one rzeczą bardzo ważną w historii każdego narodu." [str.572] Śpiewniki mogą być kościelne, ludowe, wojskowe, patriotyczne, rozrywkowe. Oczywiście ulubionymi śpiewnikami Autora są patriotyczne, zebrał ich niemałą kolekcję. Choć posiada też unikatowe średniowieczne mszały (regulaminy liturgiczne).

Cóż mogę więcej napisać o tej pozycji? Na pewno nie jest to recenzja, opisałam tylko pokrótce rozdziały, ale to tylko namiastka treści, obrazów, ilustracji. Dlatego na koniec posłużę się notką z Wydawnictwa Nobilis: "To fascynujące dzieło o polskiej kulturze, historii i tradycji widzianych przez pryzmat kolekcjonerstwa traktowanego jako bastion patriotyzmu. Humanizm Renesansu i legenda Piłsudskiego, powstania narodowowyzwoleńcze i Kresy wschodnie, mitologia Romantyzm i sarmackość, herbomania i dawne krajoznawstwo, antytotalitaryzm i sekrety sztuki, falsyfikaty i apokryfy, Napoleonizm i zabytkowość, jak również inne pasjonujące kwestie ojczyźniane rozpatrywane przez autora - tworzą swoistą literacką katedrę chwały minionej polskości, pełną blasku, lecz i nie wolną od cieni, którym Łysiak nie pobłaża."


6 komentarzy:

  1. Warto było wstać o świcie, żeby zasiąść do królewskiej uczty. Ja w nocy jeszcze walczyłam z bolszewikami o Warszawę, więc mój zestaw stoi niemy, co najwyżej głaskany i pieszczony wzrokiem. O ekslibrisie myślę sobie od dawna - trzeba się poważnie zastanowić. Jednak do porannej kawki... - sięgam na półkę.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla osoby zainteresowanej tematyką, książka na pewno bardzo się spodoba:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka fascynacja bywa zaraźliwa. Chyba chciałabym się dać jej zarazić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ach zazdroszczę tej lektury - Łysiakaod dawna uwielbiam - i w rzeczach historycznych, tych bardziej fantastycznych równie pełnych perełek na temat kultury, historii... no i teraz jeszcze po wywiadach przyszła kolej na kolekcjonerstwo... widziałem już fragmenty jego zbiorów i ni powstydziłoby się ich niejedno muzeum
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam tu zaglądać, wynajdujesz takie pozycje, na które sama pewnie nieprędko bym wpadła. A to dzieło, jest tak obszerne tematycznie i Twoje słowa tak kuszą, że chętnie sama zatopiłabym się w jego treści. I ile tu niezwykłych historii, ile niezwykłych ciekawostek. Na pewno o niej nie zapomnę!

    OdpowiedzUsuń