wtorek, 10 lipca 2012

"Dziewczyna z poczty" Stefan Zweig

Wydawnictwo: W.A.B.
wydanie: czerwiec 2012
tytuł oryginału: Rausch der Verwandlung
przekład: Karolina Niedenthal
oprawa: twarda z obwolutą
format: 13,5 x 20,2 cm
liczba stron: 336


Drewniana ściana z pionowymi przezroczystymi szybkami dzieli pomieszczenie na dwie sfery – ogólnodostępną i służbową. W części ogólnodostępnej brak miejsc do siedzenia, znajduje się tylko chwiejny pulpit obleczony porysowaną ceratą, a brudne ściany, pochlapane wapnem wydzielają woń stęchlizny i kurzu. W części służbowej stoi pancerna szafa, obok mosiężny aparat Morse’a, na stoliku leżą worki na listy, rejestry, odważniki, ciężarki, wagi do paczek, szpargat, lak do pieczętowania. Tak proszę Państwa, jesteśmy na poczcie, w Austrii.

Austria w latach dwudziestych XX wieku nie jest państwem dobrobytu. Zrujnowany po wojnie kraj walczy z kryzysem. Wszystko wydaje się za drogie. Bieda dotyka każdej sfery, beznadziejność życia sprawia, że ludzie popadają w apatię, nie widząc perspektyw na poprawę swojego losu. A nędznie wyposażone urzędy potęgują jeszcze bardziej poczucie niechęci do państwowych instytucji. Na takim właśnie urzędzie pracuje główna bohaterka powieści - Christine Hoflehner. Ma dwadzieścia osiem lat i zwie się asystentką pocztową. Niby stała, państwowa posada, ale codzienność niczym ją nie zaskakuje. Dzień zaczyna od oszczędzania, a kończy rachunkami. Otwiera worki z pocztą, stempluje listy, wypłaca przekazy, waży paczki, kręci korbką aparatu Morse’a, by po skończonej pracy opiekować się schorowaną matką. Licha pensja wystarcza jednak dla jednej osoby, dlatego liczy się każde ziarenko kawy, każda zapałka, każda kruszynka ciasta.

Pewnego dnia przychodzi zaproszenie od bogatej ciotki z Ameryki na spędzenie urlopu w luksusowym szwajcarskim kurorcie. I jak z dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się perspektywa przemiany z Kopciuszka w kogoś innego, chociaż przyjścia metamorfozy, a w praktyce zobaczenia czegoś innego niż okienko pocztowe. A metamorfoza zachodzi, i to jaka. Sama już podróż pociągiem ma wymiar symboliczny. Christine, spoglądając przez okno pędzącego pociągu, “uciekłszy pierwszy raz z własnego dusznego świata, bez końca wpatruje się w owe niewiarygodne wprost cuda, w wyrosłe przez jedną noc z jej snu, wyciosane z kamieni wieże. Od tysięcy lat muszą tu stać te olbrzymie, granitowe, boskie twierdze i zapewne będą trwały niewzruszenie miliony, miliardy lat, każda na swoim miejscu, gdy tymczasem ona, gdyby nie przypadek, gdyby nie ta podróż, mogłaby umrzeć, sczeznąć i zmienić się w proch, nie przeczuwając nawet, że w ogóle istnieją, nigdy nie doświadczywszy ich wspaniałości”. [str.43]

Pobyt w kurorcie, pod opieką ciotki i wujka, przerasta jej najśmielsze oczekiwania. Zamiast zwykłego, codziennego życia spędzanego w zadymionym i pełnym pajęczyn pokoju na poddaszu z brązowymi belkami u powały, leżąc na twardym materacu albo siedząc na poczcie przy poplamionym atramentem stoliku dostaje pakiet wspaniałości. Duży, jasny i kolorowo wytapetowany pokój, z balkonem przeznaczony tylko dla niej. Puchowa kołdra, obleczona kwiecistym jedwabiem, umywalnia z niklowymi kurkami, miękkie fotele, wypolerowane meble, wazon pełen czterobarwnych goździków. Nowe sukienki od ciotki, wizytę u fryzjera, buty, bieliznę, jedwabne pończochy  w zamian za pożyczoną bluzkę ze sztucznego jedwabiu i żółty podróżny płaszcz. Ten przepych sprawia, że Christine zapomina o chorej matce, o monotonii małomiasteczkowego życia. Oszołomiona, całkowicie odmieniona, ma wrażenie, że niesie ją fala, błogi wiatr. Nagle staje się zupełnie inną osobą – żywiołową, energiczną, rozgadaną. Cały czas otoczona jest mężczyznami zafascynowanymi nią, podsyłającymi różnego rodzaju prezenty. Uczestniczy w wytrawnych kolacjach, tańcach, przejażdżkach samochodami - nie może usiedzieć w jednym miejscu.

Zaistnienie w towarzystwie staje się powodem zazdrości i zawiści innych kobiet. Nie ma nikogo bardziej żądnego zemsty, bardziej podstępnego niż to maluczkie towarzystwo, które tak chciałoby być wielkim. Pewna pannica z Mannheimu “dekonspiruje” Christine, uważając, że "kobiety z nizin" z małych mieścin, nie mają prawa, aby się wybić i korzystać z luksusów życia. Nasza bohaterka musi wrócić do domu. Ale jak tu wrócić, zaznając innego życia. Jak ma zrzucić z siebie te wszystkie wspaniałości, te piękne suknie i przyodziać pożółkłą urzędniczą bluzkę? Kim teraz będzie?
 
“Każda materia zawiera w sobie pewien wymiar napięcia, którego nie da się już bardziej przekroczyć, woda ma swój punkt wrzenia, metal topnienia, żywiołom duszy również nie uda się ominąć tego niepodważalnego prawa. Radość może osiągnąć taki stopień, po którym nie będzie już odczuwalna, to samo dotyczy bólu, zwątpienia, przygnębienia, wstrętu i lęku. Wypełnione po brzegi wnętrze nie wchłonie już ani jednej kropli świata więcej”. [str.176]
Po powrocie już nic nie jest dla niej takie same, wszystko jest nieznośne, drobnomieszczańskie, żałośnie śmieszne, okropne. Czuje się zepchnięta do tego małostkowego świata, traci poczucie sensu i znowu wszystko jest za drogie. Zaczyna z pogardą patrzeć na ludzi, że godzą się z takim losem. “Cóż one wiedzą o świecie, jakie mają o nim pojęcie! Może jednak lepiej wcale o tym nie wiedzieć, że jest się takim biednym, tak strasznie, tak rozpaczliwie biednym i pożałowania godnym!”. [str.185]

Są takie książki, które poruszają umysł, dotykają duszy, rozpalają zmysły, sprawiają, że nie można się od nich oderwać. “Dziewczyna z poczty” z pewnością do nich należy. Jest ponadto powieścią otwartą, niedokończoną, Zweig popełnił samobójstwo w 1942 roku, nie godząc się na okrucieństwa II wojny światowej. Motyw samobójstwa jest także obecny tutaj – gdy nie ma już żadnych perspektyw, nędza się pogłębia, śmierć wydaje się jedynym wybawieniem. I właśnie o tym pokoleniu, jest ta książka, w dużej mierze straconym, o ludziach pełnych lęku przed demonami przeszłości, zagubionych w obliczu niepewnego jutra, a zrazem wciąż skłonnych uwierzyć, że kolejny dzień przyniesie poprawę losu.

Pięknie opowiedziana, zaskakująca, urzekająca, polecam z całego serca i duszy!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa W. A. B. za co bardzo dziękuję.



21 komentarzy:

  1. Mam ta książkę na radarach odkąd pojawiła się w zapowiedziach:) Nawiązując jednak do samej fabuły, którą streszczasz to zawsze zabiegi tego typu, czyli pokazywanie biednym jak żyją bogaci, a później wtrącanie ich z powrotem w biedę są niemoralne moim skromnym zdaniem. Przypomina mi się sytuacja tych dzieci, które grały w "Slumdogu". Zabrane zostały na Oskary czy to światową premierę filmu, a później odesłane do slamsów w Indiach skąd pochodziły...

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwa perełka! Już wyczuwam tragizm głównej bohaterki, a ledwo przeczytałam Twoją recenzję! W dodatku postać samego pisarza i jego dramatyczny los... Zaintrygowałaś mnie, chętnie przeczytam!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że taka pozytywna opinia, bo książka już czeka u mnie na półce na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Dziewczyna z poczty" rzeczywiście jest niezła, trudno zresztą by było inaczej skoro napisał ją Zweig ale "Niecierpliwośc serca" to dopiero jest "to" :-).

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mnie zaciekawiłaś. Z chęcią bym przeczytała, to "moje klimaty", lubię takie książki. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. CHCĘ!!! CHCĘ!!! CHCĘ!!! Kuuuurczak, chyba nie będę na blogi włazić, bo ciągle czegoś chcę :D

    Czytałam kiedyś Zweiga i mam dobre wspomnienia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. brzmi zachęcająco :)
    postaram się za nią rozejrzeć
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale mnie zaintrygowałaś! Lata 20. austriacki urząd pocztowy i odmieniająca życie podróż. Muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na pewno przeczytam. Mam ją w planach właściwie dopiero od przeczytania Twojej recenzji, ale wiem, że warto po nią sięgnąć. Dziękuję, że mi ją pokazałaś <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię takie ksiązki, oj lubię. Na pewno przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zweig należy do moich ulubionych pisarzy.

    OdpowiedzUsuń
  12. I ja mam książkę na oku :) Twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto tę powieść przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawa recenzja, poszukam tek książki, bardzo mnie zaciekawiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie czytałam jeszcze Zweiga, widzę, że warto po niego sięgnąc. Świetna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że Ty bardziej skupiłaś się na części szwajcarskiej.;) I to jest piękne - co czytelnik, to inne podejście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby skupić się na wszystkich wątkach recenzja urosłaby do większych rozmiarów ;)

      Usuń