środa, 7 sierpnia 2013

„Maria Skłodowska-Curie i jej córki” Shelley Emling


wydawnictwo: Muza SA
data wydania: 8 maja 2013
tłumaczenie: Wojciech Górnaś

tytuł oryginału: Marie Curie and her Daughters
oprawa: twarda
liczba stron: 312



Początek będzie dość smutny. Oto mała dziewczynka, która bardzo wcześnie straciła matkę. Oto dziewczynka, która zawsze była prymuską i wcale nie miała przez to lekko. Oto dziewczynka, która musiała przerwać naukę i podjąć pracę guwernantki. Oto kobieta, która przekopywała się przez tony smółki uranowej, aż w końcu odkryła nowy pierwiastek. Oto kobieta, która szybko została wdową, wychowującą dwie małe córeczki. Oto kobieta-żona, kobieta-matka, kobieta-kochanka, kobieta-naukowiec, w końcu kobieta-noblistka. Pierwsza wśród fizyków i chemików grona zdominowanego przez mężczyzn.

Siła, czystość woli, surowości wobec siebie samej, obiektywizm i trzeźwości osądu – rzadko udaje się wszystkie te cechy znaleźć w jednej osoby. Rzadko, nie oznacza jednak wcale. Albert Einstein tak wspominał właśnie swoją wieloletnią przyjaciółkę-Marię “gdyby choć cząstka siły ducha i poświęcenia, które charakteryzowały madame Curie, udzieliła się intelektualistom, Europa mogłaby spokojniej patrzeć w przyszłość”. W niełatwych czasach przyszło żyć Marii – zniewolony kraj, rusyfikacja, świat nauki zdominowany przez mężczyzn, bardzo ksenofobiczny i hermetycznie zamknięty dla kobiet, aż w końcu czasy, gdzie ludzie skandale przekładali nad zdobycze nauki.

Nie jest to biografia poświęcona każdemu okresowi z życia noblistki. Autorka wybrała najważniejsze i najbardziej burzliwe fakty z życia Skłodowskiej-Curie. Zaczyna się od romansu, w jaki wdała się Maria po śmierci męża. Wybranek miał niestety żonę i dzieci, na dodatek był  młodszy od niej. Francuzi byli tym zniesmaczeni, oskarżali ją o rozbijanie rodziny i nazywali pogardliwie “cudzoziemką”. Nawet przyznanie drugiej Nagrody Nobla niewiele pomogło. Z pomocą przyszła amerykańska dziennikarka Marie Meloney, która okazała się wielką fanką Marii, a potem jej wieloletnią przyjaciółką i powierniczką. Podróż do Stanów trochę podreperowała reputację noblistki. I wydaje mi się, że po to autorce chodziło. W ogóle cała biografia jest jakby próbą ukazania Marii w innym świetle – nie idealnej pani naukowiec, twardej i opanowanej, tylko kobiety z krwi i kości, która posiada emocje i popełnia błędy.

Podobnie ukazanie są relacje z córkami. Irena – starsza, nieprzykładająca uwagi do wyglądu, tak samo opanowana i zrównoważona jak matka, praktycznie wierna jej kopia. Kobieta-naukowiec w pełnej krasie, oddana nauce, a co najważniejsze czerpiąca z tego radość, siłę i motywację od dalszej pracy. Z drugiej strony Irena podsiadała, przekazaną jeszcze przez matkę, ogromną świadomość postępu nauki i niebezpieczeństwa jakie niosą za sobą pierwiastki promieniotwórcze. Matka i córka zapłaciły za to najwyższą cenę – cenę zdrowia i życia, gdyż długotrwała praca w laboratoriach skróciła im kilka może kilkanaście lat życia. Natomiast Ewa w ogólnie nie podzielała pasji matki i była raczej romantyczką o artystycznym zacięciu. Uosabiała piękno zewnętrzne i wewnętrzne. Dawała koncerty fortepianowe, krótkie recitale, a po wyjeździe do Ameryki została korespondentką wojenną i spisała biografię matki. W korespondencji z dziewczynkami oraz z osobistych relacji - Maria bynajmniej nie jawi się jako nadopiekuńcza matka, nawet gdy jej własne problemy ją przytłaczały, ani na chwilę nie obniżyła wysokich wymagań, które stawiała córkom, czuwała nad nimi nieustannie, cały czas troszcząc się o ich przyszłość, choć zdawała sobie sprawę, że nie poświęca im należycie dużo czasu. Na podkreślenie zasługuje fakt, że uczona nigdy nie opatentowała technologii pozyskiwania radu, skąd miałaby niemały dochód. Z uporem powtarzała, że rad to pierwiastek należący do wszystkich ludzi i nikt nie powinien się na nim bogacić.

Piękna to była opowieść o dwóch pokoleniach trzech charyzmatycznych kobiet, gdzie każda z nich zdawała siebie sprawę z misji, jaką ma do wykonania dla świata i ludzkości. Opowieść o nietuzinkowych kobietach, które godziny spędzały w laboratoriach z fiolką w ręku, pełne skupienia, opanowania i błysku w oku.

W całej biografii czegoś mi jednak zabrakło. Pominięte zostało praktycznie całe dzieciństwo Marii, cały pobyt w Polsce, nieszczęśliwa miłość, odejście od wiary, stosunki z rodzicami i wpływ ich wychowania. A przecież to, że stała się tak wielką uczoną, zdolną do tylu poświęceń i wyrzeczeń było zasługą rodziców, wpajania wartości, ideałów. Nie wiem dlaczego autorka nie poświeciła temu więcej miejsca. Shelley Emling nie wspomina również o małżeństwie z Piotrem, o ich wzajemnych relacjach, wspólnych pasjach. Niemniej jednak Maria Skłodowska-Curie należy jak najbardziej do kobiet, której życiorys warto znać. Jej postawa może być też przykładem dla wielu młodych ludzi, którzy zaczynają przygodę z nauką. Takie cechy jak upór, siła woli, determinacja, radość płynąca z pracy i przeświadczenie, że nie robię czegoś tylko dla siebie, tylko dla wielu – są jak najbardziej pożądane.  

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza

11 komentarzy:

  1. Mi też czegoś w tej książce brakowało. zawiodłam się i czułam niedosyt. Niestety. Uważam, ze są lepsze biografie noblistki na rynku :/

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja byłam zadowolona z lektury. O dzieciństwie i relacjach z Piotrem powiedziano wiele, natomiast o jej późniejszych latach - jak zauważyła autorka - wcale nie tak dużo. Oczywiście idealną sytuacją byłaby taka, że jedna książka obejmuje całe życie bohaterki, ale i tak czuję się usatysfakcjonowana lekturą:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam tej książki, ale słyszałam raczej pozytywne komentarze na jej temat. Coś w tym musi być:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na półce na swoją kolej. Po jej lekturze na pewno podzielę się wrażeniami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Biografia Marii C-S stoi u mnie na półeczce. Przez listy nie przebrnęłam, były zbyt chaotyczne, wielu brakowało i były jak puzzle, którym brakuje elementów, aby ułożyć całość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Do chemii mi daleko, ale o Marii chętnie bym przeczytała. Jej życie jest naprawdę idealną opowieścią. Jak będę miała okazję, sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że chętnie bym się zapoznałam z biografią Skłodowskiej. Ta kobieta naprawdę dużo w życiu przeszła...

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę się przyznać, że ostatnio mam ochotę właśnie na biografię :) Tyle, że jak na razie mój stosik jest jeszcze dość spory, ale zapisuję sobie, że MUSZĘ przeczytać :) Bardzo podoba mi się okładka :)
    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajna, ale czegoś mi w niej brak, jakaś taka za amerykańska, za lekka, za płytka, jak na taaaką uczoną i taką matkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka nie dla mnie, ale recenzja piękna!!!
    Pozdrawiam, Margoo:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niespecjalnie przepadam za literackimi biografiami. Muszą one mieć to przysłowiowe coś. Niestety, nawet do tych tytułów nie zaglądam, by stwierdzić, że zapowiada się ciekawie.Postać musi mnie naprawdę fascynować, by czytać o jej życiu.

    OdpowiedzUsuń