wtorek, 11 listopada 2014

„Polaków dzieje bajeczne” Waldemar Łysiak



Wydawnictwo: Nobilis
wydanie: maj 2014
oprawa: twarda
liczba stron: 320




„-Gnieździmy się tutaj!
Tam też się zagnieździli, wznosząc gród Gniezno”. [s.62]

Waldemar Łysiak w swojej najnowszej książce ukazuje przedMieszkowe dzieje Polski. „Mnie ta praPolska kojarzy się z bezkresnym słowiańskim borem, z polańsko-lechicą puszczą pełną bagiennych mateczników, ukrytych stawów, rosochatych wiatrołomów i zwierza wszelakiego łownego. Szkoda, że nie może nam ten okres kojarzyć z wiedzą scjentyczą, która by zezwoliła zaludnić tamte pola, lasy, wsie, i grody sylwetkami bezdyskusyjnie autentycznych figur, słowem: Historia”. [s.8] Tak pisze autor w przedmowie. I w ten sposób zaprasza czytelnika w niezwykłą podróż przez słowiańskie bory, w baśniowy/mitologiczny/legendarny świat przedchrześcijańskiej Polski.  

Waldemar Łysiak zaczyna od różnych hipotez dotyczących pochodzenia Słowian. Przywołuje tutaj wszystkie spory, jakimi zajmują się historycy i archeologowie. Czy przed Mieszkiem I Polacy mieli jakąś państwowość, jeśli tak, to który z władców plemiennych ją rozpoczął? Skąd Słowianie przybyli nad Wisłę? Wszystkie hipotezy zaczęły się bardziej gmatwać, gdy stare metody badawcze zostały zastąpione przez dendrochronologię, czyli naukę, która dość precyzyjne datuje roczne przyrosty (tak zwane "słoje") drzew. Wtedy archeolodzy odkryli, że najstarsze grody w Wielkopolsce są dużo młodsze niż wcześniej sądzono. Gród w Gnieźnie nie powstał w VIII wieku, lecz dopiero około roku 940. Było to szokiem dla historyków, gdyż postawiło na głowie dotychczasowe werdykty. Pojawiły się kolejne teorie, które nawet mówiły, że Polska zjawiła się ni stąd, ni zowąd, bez zaplecza ewolucyjnego. I nie było długiej, mozolnej drogi scalającej plemiona. 

Kto zatem zbudował Polskę, może Wikingowie, może Morawiane? O tych wszystkich spekulacjach, teoriach, tezach można wyczytać w tej właśnie pozycji. Oprócz tego Łysiak „lustruje” 14 legendarnych władców przed Mieszkiem, sam nadając im przydomki, np. Lech I Przybłęda, Lech II Bratobójca, Leszek III Jurny, Popiel II Myszowaty. 

Nie muszę chyba przy tym dodawać, że język pana Łysiaka urzeka ponownie (i jak zwykle) – klarowny, elegancki, z dużą dawką ironii i, co najważniejsze, przystępny dla czytelnika. Każdym słowem, każdym zdaniem, każdą metaforą można się tu delektować. Poza tym książka jest pięknie wydana. Dużo tu ilustracji, może nawet więcej niż treści. Ale każda rycina, każdy miedzioryt, drzeworyt, obraz malarski, czy nawet fotografie peerelowskich wydań komiksu o Wandzie to wspaniałe dopełnienie treści.

A zakończenie piękna puenta autora, który potrafił znaleźć złoty środek miedzy tym, co mitologiczne a realne, tym, czy jakiś władca istniał czy nie istniał. „Kij ów ma jednak dwa końce. Na drugim tkwi myśli, że nie wszystko co traktujemy jako bajeczne/mitologiczne musi być nierealne – w tych bajędach może się kryć sporo prawd i faktów”. [s.303]
Polecam gorąco, szczególnie w taki dzień jak dziś.

5 komentarzy:

  1. Książka z pewnością warta uwagi. Tytuł zapisałam jeszcze przed ukazaniem się, niestety potem zapał ostygł wraz z ceną. Co do meritum, to też brałam udział w spotkaniu, w którym prowadzący poddał w wątpliwość prawdę legendy o trzech braciach - Lechu, Czechu i Rusie. Podobno to była komunistyczna agitka niemająca pokrycia z prawdą historyczną. Przychylał się do poglądów, że jednak Wikingowie... Pożyjem, uwidim ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, dokładnie. Nie było prawdopodobnie trzech braci, tylko dwóch, Rusa wymyślono.
    Cena książki istotnie trochę za wysoka, ale ja dostałam ją akurat w prezencie :), więc mój budżet nie ucierpiał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi bardzo ciekawie. Zapisałam tytuł, muszę przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki Łysiaka mam nadzieję poznać niebawem...

    OdpowiedzUsuń