środa, 11 listopada 2015

„Na imię mi Zack” Mons Kallentoft, Markus Lutteman

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 26.10.2015r.
przekład: Bratumiła Pawłowska-Pettersson
tytuł oryginału:  Zack
oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
liczba stron: 392



Proszę Państwa, oto Zack. Zack ma 27 lat i  jest wschodzącą gwiazdą Jednostki Specjalnej Policji w Sztokholmie. Bystry, błyskotliwy, nieustraszony. Działa w duecie ze swoją koleżanką Deniz. Lubi z nią pracować, choć woli w pojedynkę. Nie chce brać odpowiedzialności za nikogo, zwłaszcza kiedy w terenie robi się gorąco. Razem Deniz Zack będzie próbował rozwiązać serię brutalnych zabójstw azjatyckich kobiet. Bestialsko-sadystyczne morderstwa sieją przerażenie w Sztokholmie, nic zatem dziwnego, że opinia publiczna domaga się schwytania sprawców bądź sprawcy. Jednostka Specjalna robi więc wszystko, aby rozwikłać sprawę. Jednakże metody pracy szwedzkiej policy znacznie różnią się od obrazu, jakie znamy z amerykańskich serialów kryminalnych. Mają inne procedury, inaczej wyglądają przesłuchania. Poza tym istnieją miejsca, gdzie możliwości i działania policji są mocno ograniczone. A to staje się rajem dla gangów i organizacji przestępczych.

Główny bohater – Zack Herry – sam balansuje na granicy prawa. W nocy zmaga się z koszmarami z dzieciństwa i strzępami wspomnień o zamordowanej matce, też policjantce. Rozpamiętuje uczucia, jakie towarzyszyły mu, gdy był sześcioletnim chłopcem. Dźwigał wtedy na swoich barkach zbyt dużą odpowiedzialność. Zackowi brakowało matki, która odeszła, a on musiał opiekować się ojcem, który mu pozostał. Wściekłość, złość, poczucie bezsilności, samotność, tłumione wtedy, w dorosłym życiu odradzają się z podwójną siłą. Zack noce spędza w nocnych klubach, ucieka od rzeczywistości i nie stroni od używek. Na porannych odprawach przysypia, próbuje ogarnąć szarą policyjną codzienność, ale sam czuje, że jest na granicy życiowego upadku. To powoduje, że nie boi się ryzykownych akcji. Niestraszne są dla niego brawurowe pościgi, czy szalona jazda na swoim super-motocyklu. Nie ma skrupułów, aby wyprzedzić swoich kolegów i sam pojechać do „paszczy lwa”, gdzie ukrywają się domniemani sprawcy.

To brutalna, surowa i mroczna powieść. Autorzy „uplastyczniają” opisy zbrodni. Czytelnik ma wrażenie, że patrzy na surrealistyczną wizję jakiegoś artysty na skraju załamania nerwowego, który uwielbia czerwień i który zużył litry farby w takim kolorze. Bo to właśnie kolor czerwony przeważa we wszystkich opisach. Widoki te urzeczywistniają wizje z najpotworniejszych obrazów Francisa Bacona. Rozszarpane ciała ludzkie, sadystyczne seksualne dewiacje –  tego też nie szczędzą autorzy. Mamy tu również problem nienawiści rasowej, handel ludźmi i skrajny męski szowinizm.

To moje drugie spotkanie z twórczością Monsa Kallentofta. Z pewnością pisarz wyrobił sobie już swój styl. Powieść napisana jest w czasie teraźniejszym. Ryzykowny to zabieg, ale udany i bardzo mi się podoba. Ma się wrażenie, że cała historia dzieje się nam przed oczami, tu i teraz. Można współodczuwać emocje bohaterów. Sama fabuła może nie jest tak wciągająca i oryginalna, ale  portret psychologiczny postaci jest tu dopracowany na najwyższym poziomie. „Wszyscy bohaterowie zrodzili się z tragedii” –  taki napis widnieje na tylnej obwolucie i jak najbardziej oddaje istotę kreacji postaci. Autorzy narobili mi apetytu na kolejne części serii i z pewnością po nie sięgnę. Gdyż Zack Herry to nietuzinkowy policjant, żaden super-bohater, tylko postać z krwi i kości, a przez to bardzo życiowa i wiarygodna. Polecam!

 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


1 komentarz:

  1. Bardzo lubię kryminały Kallentofta i muszę przyznać, że to jego nazwisko - a nie fabuła - skusiły mnie do sięgnięcia po tę książkę. Lekturę mam jeszcze przed sobą, zacznę za kilka dni, ale już nastawiam się bardzo pozytywnie. Twoja opinia jest kolejną, która niesamowicie mnie zachęca. :)

    OdpowiedzUsuń