piątek, 26 października 2012

"Cyrk nocy" Erin Morgenstern

Wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 17 października 2012 
format: 13,5 x 21,5 cm
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 432



Przyznaję, nie lubię cyrków. Nigdy mnie nie pociągały ani nie fascynowały. Może to wpływ małomiasteczkowej prowincji, gdzie nie było wszakże okazji oglądać cyrków, takich z prawdziwego zdarzenia. Jednak przez ostatnie dni miałam okazję uczestniczyć w niezwykłym widowisku "...to coś więcej niż cyrk. To cyrk, jakiego nikt jeszcze nie widział. Nie jeden wielki namiot, tylko całe ich zatrzęsienie, a w każdym coś innego. Bez słoni czy klaunów. Nie, to będzie dużo bardziej wyrafinowane. Nie będzie tam krzty pospolitości. To coś zupełnie innego, całkowicie unikatowe doświadczenie, uczta dla zmysłów. Teatr bez sceny, rozrywka totalna". [str.67]

Zaczyna się fascynująco i magicznie. Zostajemy wciągnięci w nietypową rozgrywkę. Dwóch dżentelmenów-iluzjonistów postanawia stoczyć pojedynek. Jednak do ostatecznej rozgrywki przygotują swoich uczniów. Czarodziej Prospero swoją córkę, a mężczyzna w szarym garniturze chłopca przygarniętego z domu dziecka. Zawodnicy są przygotowani latami, jednak zupełnie w inny sposób i w innych okolicznościach, tak jakby ścierały się ze sobą dwie teorie filozofii. Rozgrywający - Celia i Marco - oczywiście nie mają o niczym pojęcia, nie wiedzą o sobie, nie wiedzą też kiedy odbędzie się pojedynek, wiedzą tylko, że muszą nieustannie ćwiczyć, bo kiedyś nadejdzie "ten dzień", w którym wszystko się rozstrzygnie.

Sprawa komplikuje się, kiedy w grę zaczynają wchodzić uczucia, a Marco i Celia spotykają się - i jak nie trudno się domyślić - zakochują się w sobie. Miłość silniejsza niż pojedynek, czy na odwrót - zwycięstwo w pojedynku mimo wszystko? Kto ma większe zdolność, kto  z nich bardziej wytrwale ćwiczył, a może całe to uczucie jest iluzją, tylko po to, aby odnieść zwycięstwo. Czy na miłość będzie miejsce? Czy przezwycięży zawiązane więzy? To właśnie miłość okazała się wyzwaniem w tym pojedynku. Miłość silniejsza niż magia, niż rywalizacja, niż śmierć...

I cóż powiedzieć dalej? Zapowiadało się intrygująco. Niestety, gdzieś w połowie czytania magia ta zanika. Pogubiłam się nieco w fabule, bo praktycznie dalszej akcji nie ma. Przenosimy się wciąż w inne miejsca - Londyn, Nowy Jork, Praga, Paryż, Montreal, Bazylea, Monachium, w różne zakątki świata i ze strzępków informacji dowiadujemy się na czym polegać będzie rozgrywka. W ogóle dużo tu niedopowiedzeń, tajemniczości, niewyjaśnionych sytuacji. Wybiłam się  z rytmu. Pojawiają się przeróżni bohaterowie, o których dowiadujemy się niewiele. I tak naprawdę głównych bohaterów też ciężko scharakteryzować, ponieważ bardzo mało o nich wiemy. Kreacja psychologiczna postaci nie wyszła tu autorce najlepiej.

Ale na szczęście na koniec powraca znowu magia, która przepełnia nas atmosferą tajemniczość tudzież iluzji, gdzie nie wiadomo,  gdzie tak  naprawdę się znajdujemy. Czy stoimy w pogrążonej w mroku i deszczu londyńskiej ulicy, czy jesteśmy na przyprószonej śniegiem łące. Gdzieś. Jesteśmy gdzieś w naszych wyobrażeniach, w naszej wyimaginowanej rzeczywistości lub jesteśmy świadkami nadzwyczajnego spektaklu.

Mimo drobnych minusów, uważam powieść za wartą przeczytania. Jest to wprawdzie debiut, więc autorka z pewnością rozwinie skrzydła. Mnie w pewien sposób ujęła i choć pewne fragmenty były nużące i tak warto ją przeczytać. Choćby dlatego, aby poczuć mroczny, oszałamiający i eteryczny klimat, który nigdy nie było mi dane odczuć na żywo.

Namioty w biało-czarne paski kuszą napisem "Le Cirque des Rêves". Zadziwiają widzów różnorodnością kształtów i wielkością konstrukcji. Można się w nich zgubić jak w gąszczu chmur, przechodząc się z namiotu do namiotu i za każdym razem być świadkiem niezwykłych iluzji, sztuczek, magii. Wytatuowana kobieta guma wciska się do pudełka, bliźniaczki o płomiennorudych włosach tresują swoje kocięta, wróżka układa tarota, a akrobaci prześcigają się w pokazach.

Cały ten nastrój udziela się, do tego stopnia, że poczułam ogromną ochotę na obejrzenie takiego unikatowego przedstawienia. Przenieść się na chwilę do świata iluzji, to byłoby takie magiczne, oderwane od rzeczywistości. Tutaj przedstawienie zaczyna się o zmierzchu, a kończy o świcie. Gdy więc słońce zniknie za horyzontem, a ostatnie promienie światła będą sycić półmrok, zaczną migotać światełka, które ułożą się w napis "Cyrk Snów". Wrota już rozwierają się zapraszająco. Cyrk jest otwarty. Możecie wejść.



 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

22 komentarze:

  1. Zastanowię się jeszcze. Teoretycznie lubię niedopowiedzenia i aluzje, ale ta książka nie być jedną z tych, które tego wymagają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wejdę ;) Dla tego klimatu :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że już nabrałam ochoty na tę historię. Jest dość nietypowa i może dlatego mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Historia zapowiada się ciekawie, chyba głównie ze względu na te wszystkie niedopowiedzenia. Myślę, że nie przejdę obojętnie obok "Cyrku nocy". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przydała mi się Twoja opinia - przeczytałam już dwie skrajne, natomiast Twoja - wyważona, plasuje się gdzieś pośrodku. Na mnie magia cyrku też jakoś nigdy nie działała, ale atmosferze TEGO cyrku chętnie dałabym się porwać:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam skrajne opinie. Nie jest to wprawdzie arcydzieło, ale magia się udziela :) A pewne niedociągnięcia można wybaczyć, biorąc pod uwagę, że jest to debiut. Na pewno nie można spisać tej książki na straty.

      Usuń
  6. To chyba nie wpływ małomiasteczkowej prowincji :) ja wychowałam się w mieście wojewódzkim (które co prawda dziś wydaje mi się dość prowincjonalnym, ale większość mieszkańców by się ze mną nie zgodziła)- w każdym razie cyrki na Placu zebrań pojawiały się dość często. A ja także nie polubiłam cyrku- męczenia zwierząt, akrobacji, od których ciepła skóra i błaznów, którzy mnie nie śmieszyli. Ale nie będę się spierać, że może istnieje gdzieś inny cyrk, magiczny i rozpalający wyobraźnię. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - właśnie przez to męczenie zwierząt, paradę tandetnych klaunów i błaznów nie lubię cyrków. A cyrk z powieści był istotnie magiczny i rozpalający wyobraźnę - może odbywają się gdzieś takie przedstawienia, w których można uczestniczyć z prawdziwą przyjemnością, a nie tylko czytać o nich na kartach książki...

      Usuń
  7. Jestem zafascynowana tą książką od długiego czasu, już po zagranicznej premierze. Czekałam z wytęsknieniem na polski przekład i jest! :) Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam podobne wrażenia jak Ty - do perwnego momentu byłam całkowicie oczarowana magią i klimatem tej książki, która w pewnym momencie jednak do tego stopnia mnie znużyła i znudziła, że nawet końcówka nie była w stanie mnie ożywić. Słabo oceniłam tę książkę, bo fajna atmosfera to niestety nie wszystko. Trzeba też umieć wyprowadzić na prostą fabularne wątki, nie usypiając przy tym czytelnika... Skądinąd wiem jednak, że właśnie ta atmosfera urzeka wielu czytelników:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak racja - klimat to nie wszystko, ale jak napisałam wyżej, urzekło mnie bardziej miejsce, czyli cyrk. Do tej pory nie miałam okazji zobaczyć cyrku z prawdziwego zdarzenia, a tu choć na kartach sobie poczytałam. Może gdzieś w świecie taki istnieje...

      Usuń
    2. A tu muszę przyznać rację. Cyrku nie znoszę, kojarzy mi się z prymitywną, tandetną rozrywką, ale ten w książce to zupełnie co innego!

      Usuń
  9. Bardzo fajna recenzja. Sama po książkę nie sięgnęłabym, bo również nie cierpię cyrku, ale ta magia książki...kto wie, może się skuszę?

    OdpowiedzUsuń
  10. Recenzja jest naprawdę dobra. Tylko, że sama ni wiem co z książką. Nie interesuje mnie tematyka .. ba nawet nic nie wiem o cyrkach, ale może własnie powinnam to zmienić ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Och, jakie magiczne zakończenie...:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Będę musiała rozejrzeć się za tą książką, koniecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również nie przepadam za cyrkiem. Zawsze wolałam zoo albo wesołe miasteczko :) Książka ma jednak w sobie coś magicznego, coś co pozwala na chwilę zapomnieć o swoich uprzedzeniach. Nawet mimo pewnych niedociągnięć :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Puk, puk, łysiakomanko:) Informuję jeno, że oto nadjechała "Karawana literatury"! Lektura w sam raz na ukochane przez ciebie jesienne wieczory. Zresztą z taką książką to nawet ja na jesień patrzę łaskawszym wzrokiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak, czekam już na premierę :)) Zapowiada się nieźle, widziałam przedruk rozdziału w "Uważam rze", ale pewnie jak to u Łysiaka - pełno szowinizmu i seksizmu będzie ;))

      Usuń
  15. Zaciekawiłaś mnie, nie przepadam za cyrkiem, ale taki cyrk snów to zupełnie coś innego :) Poza tym wiele tajemnic i niedomówień , coś dla mnie. A że są nudniejsze fragmenty, zdarza się. Bohaterów niedopracowanych psychologicznie też przeboleję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń