wtorek, 15 maja 2012

"Trzeci brzeg Styksu" Krzysztof Beśka

Wydawnictwo: Rebis
wydanie: 2012
oprawa: broszura szyta ze skrzydełkami
format: 135 x 215
liczba stron: 416

  
„(…) ów trzeci brzeg to pewien symbol tamtych czasów, końca XIX wieku. Wtedy niemożliwe okazywało się możliwe, fortuny rodziły się w ciągu jednego miesiąca i jeszcze szybciej upadały, a milioner zostawał żebrakiem. Ale nawet znalezienie się na brzegu mitycznej rzeki umarłych nie oznaczało końca, czyli wędrówki, a raczej rejsu na drugi brzeg. Zawsze przecież jest jakaś nadzieja...” [fragment wywiadu z autorem]

Jesteśmy w Łodzi w roku 1892. Widzimy czerwone mury fabryk, dymiące kominy krzyżujące się na niebie. Słuszymy odgłos świstawek, odgwizdujących zgodnie koniec dniówki. Na ulicach pełno było Rosjan, Żydów, Polków. Państwa polskiego nie było na mapie, ale Łódź rozwijała się bardzo szybciej. Na gwałt powstające fabryki włókiennicze były rajem - ziemią obiecaną dla chcących się bogacić. Były też ziemią przeklętą dla innych. "Wiadomo, że w parze z rozwojem idzie też występek i zbrodnia, i zakazane namiętności. Jeśli przybywało nowych domów, przybywało też zaułków i bram, gdzie czaiło się zło". [str.81]

Pewnego wieczoru w tajemniczych okolicznościach zostaje porwany 6-lentni synek fabrykanta Neumanna - Hansik. Przy oknie, w pokoju chłopca, porywacz zostawił ślad - kosmyk włosów. A to nasuwa skojarzenie z mitologią i Tanatosem - bogiem śmierci. Tanatos, przylatywał na skrzydłach, wchodził do domu przez okno i następnie złotym nożem ucinał śmiertelnikowi kosmyk włosów, po czym los człowieka był już przesądzony. Po krótkim czasie, z własnego pokoju, zostaje porwane kolejne dziecko,  a przy oknie pozostawiony znowu jest ślad...

Sprawą zajmuje się policja i prywatny detektyw Riepin - taka łódzka wersja Sherlocka Holmesa czy Erasta Fandorina. Riepin ma również pomocnika - Stanisława. Oboje wpadają na ślad porywaczy, który wiedzie ich do cyrku, do akrobatów. Riepin i Stanisław szukają rozwiązania, zaszywając się w różne miejsca Łodzi od zadymionych cukierni, przez spalone fabryki i ciemne zaułki, po pałace przemysłowego miasta. 

Szczerze - to cała ta intryga kryminalna trochę się tu ślimaczyła i  momentami może nużyć, choć nie brakuje tu niespodziewanych zwrotów akcji. Zdecydowanie lepiej autorowi wyszedł obraz miasta Łodzi i jej mieszkańców. Paradoksalnie wątki poboczne okazały się o wiele ciekawsze niż cała zagadka. Warto tu wspomnieć choćby o hrabinie Potulickiej - zlicytowanej szlachciance, czy o Żydzie - Izaaku Konie i jego tajemniczej profesji.  

Krzysztof Beśka stworzył świetną fotografię XIX-wiecznej Łodzi. Te uliczki, zaułki, dymiące kominy są na wyciągnięcie ręki. A gdzieś tam, w oddali, słychać odgłos świstawek, to oznacza, że Miasto Bawełny udaje się na zasłużony odpoczynek.  

 

 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.


10 komentarzy:

  1. Mi książka przypadła bardzo do gustu może z tego względu, że mieszkam w Łodzi.
    Na pewno sięgnę po następną książkę tego autora.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba by mi się spodobała.:)
    Ponadto melduję Naczelnej Klubu Łysiakomanek, że czułam się winna, nie będąc jeszcze w posiadaniu "Wysp bezludnych", ale winę wymazałam, bo właśnie dziś przytargałam w/w pozycję do papierowego domu.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Rozgrzeszam ;) W "Wyspach bezludnych" można się zatracić, więc zasiadaj do czytania.

      Usuń
  3. Lubię kryminały retro, więc pewnie by mi przypadła do gustu. Pozdrawiam!

    P.S. - w moim konkursie trzeba opowiedzieć historię z dreszczykiem, więc... zapraszam ponownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. wygląda bardzo obiecująco :)
    być może dam się namówić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja recenzja jak zawsze kusi:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak! Mój dziewiętnasty wiek... Strasznie mnie przyciąga ten okres. :) Twoja recenzja również. No i ta okładka... Nie mam w zwyczaju oceniać książek po okładce, ale ta mnie zauroczyła. Będę się rozglądała za książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio coś mnie nie ciągnie do kryminałów retro; w dodatku Łódź, przemysł włókienniczy - bardziej mnie odpycha niż korci:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mieszkam pod Łodzią, więc to miasto jest mi najbliższe ze wszystkich. Chętnie poczuję ten dawny klimat i przeniosę się w czasy świetności Łodzi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już któryś raz natykam się na tą książkę na blogach...

    OdpowiedzUsuń