wtorek, 8 kwietnia 2014

„Waleriusz. Nieustraszony trybun” Douglas Jackson


Wydawnictwo:  Rebis
data wydania: 4 marca 2014
tłumaczenie: Marta Jabłońska-Majchrzak
tytuł oryginału: THE HERO OF ROME
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron:  368




Naprzód! Za Rzym!
W to hasło, w potęgę Rzymu, w jego niezwyciężoną siłę wierzyło wielu. Począwszy od zwykłych ludzi, przez wysokich urzędników, wojskowych, po samych cesarzy. Szczególnie całe rzesze wyższych oficerów legatów, trybunów, perfektów. Oni, wysłani na misję, mieli zakodowane tylko jedno - Rzym jest niepokonany, Rzym jest największym mocarstwem, Rzym przynosi ze sobą i szerzy cywilizację. „Dyscyplina (...) pozwoliła Rzymowi podbić wszelkie cokolwiek warte części świata i zdominować resztę. (...) Dyscyplina. Nie odwaga. Nie organizacja. Nawet nie te niewysłowione bogactwa cesarstwa. Dyscyplina, która każe legioniście trzymać szereg, podczas gdy jego towarzysze padają jeden po drugim, i walczyć do ostatniej kropi krwi”. [str. 21] Za takie umieranie Rzym płacił swoim legionistom. A legioniści stawali się wtedy narodowymi bohaterami. Słowo "bohater" oznaczało wieczną sławę. To było więcej niż pochwała. Bohater Rzymu otrzymywał corona aurea, złoty wieniec męstwa, z rąk cesarza. Był wtedy fetowany w całym cesarstwie i miał dostęp do ośrodka prawdziwej, najwyższej władzy. Nic zatem dziwnego, że każdy legionista marzył o takim zaszczycie. Nie inaczej było z Waleriuszem - trybunem, który został wysłany, do odległej rzymskiej kolonii  - Brytanii, w roku 60 naszej ery. 

Podbój Brytanii rozpoczął się w 43 roku n.e. za panowania Klaudiusza, choć Juliusz Cezar próbował już wcześniej. Brytowie ulegli potędze Rzymu. Przyjęli rzymskie prawo, nosili rzymskie ubrania, jedli z rzymskich półmisków i pili rzymskie wino. Przyjęli rzymskich bogów, na chwałę których budowano świątynie. Ich marmurowe ściany wznosiły się dostojnie nad zielonymi płaszczyznami Brytanii. Dla większości Brytów jednak panowanie Rzymian było nie do akceptowania, czekali  jedynie za odpowiedni moment, na odpowiedniego przywódcę, który pociągnąłby do walki. Dlatego Rzym wysyłał wciąż tam nowe legiony do umocnienia swoich pozycji. Gorączka ziemi, chciwość, zachłanność i zawiść też odegrały tu swoje role.

Mamy więc nieustraszonego trybuna, który święcie wierzy w potęgę i chwałę Rzymu. Waleriusz to oczywiście postać fikcyjna. Rzucony on jest jednak na tło historyczne. Tym tłem jest powstanie Brytów, na którego czele stanęła królowa Budika. Królowa, która na własnej skórze doświadczyła okrucieństwa Rzymian, nakręca spiralę bestialstwa i krwiożerczości. Dodatkową iskrą zapalną jest publiczny i zbiorowy gwałt Rzymian na jej córkach. Doprowadzona do ostateczności Budika staje na czele powstanie, na które Rzymianie byli w ogóle nieprzygotowani. Nie zdawali sobie bowiem sprawy z liczby buntowników, którzy kryli się do tej pory po lasach. I choć militarnie byli kompletnie do wojny nieprzygotowani, morale oraz nienawiść do rzymskich oprawców zrobiła swoje. Waleriusz trafia w sam środek krwawego starcia. Wcześniej ma okazję poznać, zarówno życie legionistów, którzy znudzeni już czekaniem na kolejne podoje panoszą się bezkarnie w wioskach brytańskich oraz codzienność Brytów, ich różne postawy - począwszy od pogodzenia się z losem i z rzymską okupacją, jak i cichych, szarych buntowników, którzy czekają jedynie na iskierkę zapalną. Tym samym Waleriusz staje na granicy dwóch światów, dwóch kultur, dwóch wierzeń. Dodatkowo jeszcze zakochuje się, a wybranką okazuje się piękna Brytanka o długich, kasztanowych włosach. To wszystko nie ułatwiło mu zadania, jakie miał do wykonania, w momencie wybuchu powstania Brytów.

Porywająca była to historia i, mimo że przeczytałam już sporo książek o starożytnym Rzymie, ponowie zanurzyłam się w świat podbojów imperium rzymskiego. Autor bardzo plastycznie obrazuje sceny bitewne, do tego świetnie prowadzi fabułę. Akcja do końca trzyma w napięciu, zakończenie jest zaskakujące i wcale nie takie oczywiste, jak się na początku wydaje. Świetne połączenie tła historycznego z fikcją literacką sprawia, że opowieść o Waleriuszu czyta się jednym tchem. I pomimo, że występuje on tutaj jak bohater tytułowy, wcale jedynym bohaterem powieści nie jest. To również powieść o codzienności Brytów, ich determinacji, ich waleczności, ich okrucieństwie, ale też o legionistach, o rzymskiej psychice żołnierza, która nakazywała mu walczyć do upadłego, szerząc tym samym chwałę i potęgę Rzymu. Polecam gorąco!


 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis za co bardzo dziękuję.

2 komentarze:

  1. Na pewno jest to świetna lektura dla miłośników powieści historycznych. Nie ukrywam, że raczej nie należę do tej grupy - jedynym okresem, który bardzo mnie interesuje, to czasy I i II wojny światowej - chętnie sięgam po powieści z tego okresu. Z tego względu "Waleriusz. Nieustraszony trybun" to lektura nie dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń