niedziela, 13 lipca 2014

„Pierwsza kawa o poranku” Diego Galdino

Wydawnictwo: Rebis
data wydania: 2 lipca 2014
tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
tytuł oryginału: Il primo caffe del mattino
oprawa: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 320



Powiedz mi jaką kawę pijesz, a powiem ci, kim jesteś. Espresso piją ludzie, którzy o nic nie muszą prosić i zawsze wiedzą czego chcą od życia. Podobno ci, którzy delektują się espresso słodzonym, zdradzają ukryte pragnienie czułości, natomiast prawdziwi twardziele piją gorzkie i jednym haustem. Macchiato, czyli espresso z kroplą gorącego lub zimnego mleka piją ludzie trochę niezdecydowani, typu "chciałabym, ale nie mogę", marzę, aby skoczyć z samolotu na spadochronie, ale nigdy tego nie zrobię, bo się boję. Cappuccino oznacza być dla siebie życzliwym, uciec do fantastycznego świat i zatrzymać się na chwilę. Oczywiście reguły nie ma, a to tylko swobodna interpretacja, która pojawia się na końcu książki. Autor jest baristą, więc na kawie zna się bardzo dobrze. Prowadzi zresztą bar Rzymie i wstaje codzienne o piątej rano, aby serwować stałym klientom i turystom wymyślne rodzaje kawy. 

Diego Galdino swoje zamiłowanie do kawy przelał na karty książki. Stworzył postać, która przypomina jego samego. Massimo, nazywany Mino też prowadzi bar w Rzymie, blisko fontanny i codziennie celebruje poranny moment parzenia kawy. W barze pomaga mu przyjaciel Dino, a poza tym wszyscy znajomi schodzą się tu, aby uraczyć się smakiem i aromatem, gdyż Massimo każdą filiżankę kawy przyrządza z niezwykłą pieczołowitością. I tak mija mu każdy dzień. Dlatego nic nie zapowiadało gromu z jasnego nieba, który pojawił się pewnego przedpołudnia. Do baru weszła zielonooka Francuzka i poprosiła o filiżankę czarnej herbaty z różą. Wzbudziła tym samym spore rozbawienie obecnych tam klientów i samego Massimo. Oburzona turystka, na dźwięk tego śmiechu, wysypała mu cukier z cukierniczki na stół. Dalsze porozumienie utrudniała bariera językowa. Po czym Francuzka demonstracyjnie wyszła. I w tym momencie Mino zdał sobie sprawę, że piękna nieznajoma skradła mu serce. W końcu Włosi potrafią się zakochać na zabój od pierwszego spotkania. Następne spotkania Massimo i Geneviève będą dość burzliwe, pojawią się skrajne uczucia, drobne nieporozumienia, sekrety, skradzione pocałunki i długie spacery uliczkami Rzymu. 


To lekka i bardzo przyjemna lektura we włoskim stylu. Mamy romantyczną historię, zapach espresso, urocze rzymskie zakamarki idealne na randki. Jednak ta "lekkość" fabuły sprawia, że całość wypada jak tandetna brazylijska telenowela. Z tą różnicą, że tu pojawia się melodramatyzm włoskiego maminsynka. Jednak przede wszystkim chodzi o kreację bohaterów i dialogów jakie wypowiadają. Choć Massimo ma ponad trzydzieści lat, jego styl bycia, to w jaki sposób mówi o miłości, jak dzieli się swoimi uczuciami z kolegami jest na poziome chłopców z gimnazjum. Na przykład zaznacza sobie w kalendarzu dzień, w którym ma zamiar przestać myśleć o owej Francuzce. Oczywiście informując o tym wszystkich klientów obecnych w barze. Poza tym płeć męska nie zajmuje się tu niczym innym, jak tylko piciem kawy i plotkami. Bar Massima jest właśnie takim miejscem, gdzie panowie opowiadają sobie historię w stylu "kto z kim i kiedy". Ale nie wiem, może Włosi tak mają i nie jest to wina warsztatu pisarskiego autora tylko narodowej mentalności. Inną irytującą rzeczą jest zamieszanie przez autora, w nawiasach, ulubionej kawy każdego z bohaterów, np. Lino (kawa z źeń-szeniem), Pino, fryzier (caffe al vetro), Luigi, stolarz (caffe corretto z sambuką). Można w ten sposób poznać nazwy włoskich kaw czy ich rodzaje, ale wplecione w fabułę trochę drażnią. 


Niemniej jednak ta lektura w pewien sposób urzeka, szczególnie na początku. Można poczuć zapach czy smak caffe freddo bądź americano. Urocze jest też miejsce - rzymskie zakamarki, uliczki, galerie. Włoski klimat. No i okładka - ciepła, pastelowa, pachnąca. Gdy się na nią patrzy, ma się ochotę wypić łyk cappuccino, zrelaksować się, uciec do świata marzeń i pozostać w nim, aż do chwili, w której serwetką wytrzemy nieunikniony szlaczek nad wargą. 


 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rebis.

1 komentarz:

  1. skoro lekka, to czemu nie spróbować :) zachęciłaś mnie

    OdpowiedzUsuń