sobota, 24 września 2011

"13. gabinet" Marcin Wolski

13. gabinet
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Wydanie: 2011
Liczba stron: 256
Wymiary: 140 x 225 mm
ISBN: 978-83-7700-018-2


Kto pamięta "Polskie zoo", program satyryczny właśnie Marcina Wolskiego? To była dopiero satyra! Począwszy od genialnego tytułu, po teksty i analogię zwierząt do konkretnych osób. Wszytko dobrane, dopieszczone idealnie!

Ta książka powinna okazać się rok temu.
Miała być ostra i wesoła, okazywać paradoksy i śmieszności polskiej polityki w okresie zbliżających się wyborów prezydenta RP. Marcin Wolski trzyma się zasady, "że bicz satyry powinien być ostry, ale nie chamski". Ową książkę skończył 29 marca 2010 roku, tydzień później otrzymał informację od redakcji, że książka może się okazać w ciągu miesiąca. Jednak potem nagle wszystko runęło. Po kwietniowym sobotnim poranku, Autor zdecydował się o wstrzymaniu wydania. Po roku dał się przekonać, że książka powinna jednak ujrzeć światło dzienne. "Jako dokument, jako zapis naszej świadomości sprzed roku, zanim ogarnęła nas narodowa trauma. A jednocześnie świadectwo, że wiele może się zmienić po to, by nic się zie zmieniło." Z dedykacją dla Prezydentów Lecha Indykiewicza i Ryszarda Gęsiarowskiego oraz dla Anny Makuszyńskiej, a także dla wszystkich pozostałych, dla których Autor nie zdążył wymyślić pseudonimów.

Pseudonimy postaci Wolskiego są genialnie wymyślone, ich podobieństwo do autentycznych osób, "choć nieprzypadkowe, jest również mocno naciągnięte do potrzeb fabuły". Ale o pseudonimach potem, najpierw skupię się na fabule.

Policjant z peryferyjnego komisariatu, Eryk Miziak, przyjmuje zgłoszenie o zaginięciu Alojzego Czerwoniki. Jego żona zniknięcie męża zgłasza dopiero po tygodniu, ponieważ była w tym czasie z dziecmi u dziadków. Sprawa dla Miziaka wydaje się nudna i bywa "stosunkowo normalnym zjawiskiem", często się dowiem zdarza, że mąż korzystając z nieobecności żony, robi sobie też urlop i znika na jakiś czas, aby się wyszaleć. Dopiero koleżanka z pracy, Brygida Jamuła, wpada na trop, że pan Czerwonaka był blisko związany z niejakim Arkadym Gusiewiczem, kimś ważnym w kancelarii premiera. A to już zakrawa o aferę na grubszą skalę! I rzeczywiście, nagle, w swoim gabinecie, Arkady Gusiewicz popełnia samobójstwo lub też zostaje zamordowany, a wszyscy politycy są przerażeni zniknięciem Alojzego Czerwonki. W wyniku spektakularnego śledztwa policjanci odkrywają, że Czerwonka napromieniowywał ludzi życiodajną energią, a jego usług korzystali wszyscy popularni politycy III RP.

Political fiction, jaki przedstawia Wolski, w świetny sposób ukazuje śmiesznostki polskiej polityki. Dostaje się tu wszystkim, choć nietrudno odgadnąć komu Autor bardziej sprzyja. Nie razi to jednak wcale. Erudycja, ciekawość historii i polityki to wielki atut Wolskiego. Czytając można się nieźle ubawić. Bawią przede wszystkim pseudonimy polityków: 

Ronald Duck - prezes Rady Minisrtów, lider Partii Obiecanek
Waldemar Kargul -  wicepremier, lider Partii Siermiężno-Ludowej
Radwan Wróblewski - minister sparw zagranicznych
Lew Szwendała - były prezydent RP
Aleksander Goryczko - były prezydent RP
Janusz Moczypies - poseł Partii Obiecanek 

U Aleksandra Fredry w "Zemście" były nazwiska znaczące: Rejent Milczek, Cześnik Raptusiewicz, mające na celu wskazywać najważniejszą cechę bohatera. Tutaj mamy podobnie, nie chodzi tu jednak o cechę, lecz analogię do nazwiska. Gorzej natomiast Wolskiemu wyszło nadanie nowych nazw instytucjom i miejscom np. Nagroda Mebla, Służba Bezeceństwa, Peniswania - to już, moim zdaniem, zabieg trochę chybiony. 

Jedna scena wywołuje tu dreszcze i mu charakter wręcz proroczy, profetyczny. Mgła. Nienaturalną mgłę wywołały procedury magiczne czarownicy, byłej prostytutki, i jej koleżanek. Nakładanie i zdejmowanie pończoch miało wywołać burzę. A powstała mgła, która o mało nie wywołała konfliktu zbrojnego i zalała całą Polskę.

"13. gabinet" polecam gorąco. Znakomity humor sytuacyjny, taki trochę śmiech przez łzy. A przed zbliżającymi się wyborami to pozycja idealna. Można nabrać dystansu, dowiedzieć się ciekawych anegdot i świetnie się przy tym bawić. Na koniec dwa cytaty z książki, chciałam napisać więcej, ale powstrzymałam się, sami sprawdźcie, czy warto...  


"Prezydent stolicy Hanna Tango-Winiary od dawna nie miewała religijnych wizji. Pogodziła się z tym. Czasy, kiedy była mistyczką i dzięki swym objawieniom potrafiła za sprawą Ducha Świętego dostosowywać kursy Narodowego Banku Polskiego do trendów światowych, dawno minęły. Inna sprawa, że i do kościoła chodziła rzadziej, głównie z okazji pogrzebów zasłużonych warszawiaków. Nocami śniły jej się rzeczy zdecydowanie bardziej prozaiczne – dziury w jezdniach, deweloperzy rywalizujący o coraz bardziej atrakcyjne działki. Także teraz odmawiając litanię, zwracała się do Opatrzności zazwyczaj w konkretnych sprawach. Już nie prosiła o łaskę terminowego ukończenia drugiej linii metra czy o pieniądze na obwodnicę, tylko o rzeczy bardziej realne". [str.126]

"Opowiadać można by długo (...) o straszliwych majakach Tomasza Kuny, najprzystojniejszego dziennikarza wszechświata, który w trakcie swego kultowego programu zorientował się, że zgromadzona publiczność składa się bez wyjątku z jego żon i kochanek." [str. 69]


8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię satyry i dawno takiej dobrej i rasowej nie czytałam, a ta daje nadzieję, na właśnie taką. :) Muszę się za nią rozejrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również zawsze z wielką chęcią sięgam po satyrę. Podziwiam Autora, że zdecydował się na wydanie książki, mimo wszystkich okoliczności- jednak musiał liczyć się z ewentualną, wzmocnioną krytyką. No i bardzo podoba mi się Jego hasło: "bicz satyry powinien być ostry, ale nie chamski" :) Na pewno będę pamiętać.

    Cieszę się, że i Tobie spodobało się Pachnidło, zresztą wcale się nie dziwię- książka jest naprawdę genialna :)
    A Cesarstwo czytam powoli, bardzo powoli. Ograniczona czasem i ogromem obowiązków, które tak nagle na mnie spadły. Na pewno jednak po przeczytanej lekturze podzielę się odczuciami :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam nie tylko Polskie zoo, pamiętam niezapomniane 60 minut na godzinę Marcina Wolskiego i Andrzeja Zaorskiego. Wiele razy chodziłam na spotkania z Wolskim, Zaorskim, Federowiczem, Kryszakiem. Bardzo celna satyra. Ciekawa jestem, czy nadal jest to satyra z pazurem, bo słyszałam że od jakiegoś czasu ten pazur nieco się przytępił.

    OdpowiedzUsuń
  4. W jesienne wieczory śmiech działa jak lek przeciw przeziębieniom. Tylko że nad naszymi politykami to prędzej można się popłakać, a nie pośmiać. Chociaż przytoczone fragmenty wywołują uśmiech:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno sięgnę z uwagi na to, że to jak najbardziej moje klimaty.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Po satyrę, a do tego polityczną, zawsze warto sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z chęcią przeczytam! Choć polityka to zupełnie nie moja bajka, dobrą satyrę na ten temat przeczytam jak najchętniej!

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam taką satyrę, z miła chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń