czwartek, 10 marca 2011

"Długi marsz" Sławomir Rawicz

"Długi marsz", wydany po angielsku w 1956 roku, ukazał się Polsce po raz pierwszy dopiero w 1993 roku; miał potem jeszcze jedno wydanie - wszystko razem skończyło się na paru tysiącach egzemplarzy i nie spowodowało żadnego poruszenia. Co innego w Anglii i Stanach Zjednoczonych, gdzie książka stała się bestsellerem.

Ja miałam dość mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Losy Rawicza, polskiego oficera kawalerii w kampanii wrześniowej, były podobne do setek tysięcy żołnierzy i cywilów, którzy trafili, znajdując się pod sowiecką okupacją, do więzień. Sfingowane procesy, najczęściej z zarzutem szpiegostwa i działań na szkodę państwa sowieckiego, kończyły się jeśli nie wyrokami śmierci, to w najlepszym wypadku gułagiem. Tortury w więzieniu w Charkowie i moskiewskiej Łubiance, następnie droga na Sybir do obozu nr 303 koło Jakucka pod Kołem Podbiegunowym. I z tego obozu udaje mu się uciec. Jemu i sześciu innym. W końcu  siedem osób: trzech Polaków, Amerykanin, Łotysz, Litwin i Jugosłowianin.  Jedyne wyposażenie to nóż i siekiera, skromny prowiant. I ponad 6  tysiące kilometrów. Na południe przez arktyczną Syberię,  wzdłuż Bajkału, poprzez Mongolię, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż do miejscowości Kalkuta. Ten dystans Rawicz wraz trzema towarzyszami pokonał w rok, na piechotę. 

Znamy wielu podróżników, którzy pokonywali olbrzymie odległości i przeżyli, pomimo straszliwych przeciwności losu. Jednak żaden z nich dokonał tego co Rawicz. I tutaj pojawiają się wątpliwości. 

Po pierwsze, co do autentyczności tej historii. Taki dystans, przy takich warunkach, wydaje się do pokonania nieprawdopodobny.

Po drugie - Witold Gliński. To podobno on, nie Rawicz uciekł z sowieckiego łagru i dotarł pieszo do Indii. Sam, bez towarzyszy, a Sławomir Rawicz ukradł tę historię.

Po trzecie, obecność w syberyjskim łagrze Polaków, Bałtów czy mieszkańca Bałkanów jest w pewnym sensie oczywista i nie dziwi. Amerykanin jednak to w tym towarzystwie postać egzotyczna. Autor dość szybko to logicznie wyjaśnia: Smith był inżynierem pracującym przed wojną przy budowie moskiewskiego metra, pewnego dnia został porwany z mieszkania przez NKWD, oskarżony o szpiegostwo i skazany. Właśnie - ale. Czy rząd amerykański tak łatwo i szybko zapomniałby o swoim inżynierze i nie próbował go odnaleźć?

Ale nie tylko to sprawiło, że miałam mieszanie uczucia. Przez pierwsze 180 stron historia Rawicza i jego towarzyszy jawi się jako zwykła przygoda. Niby jest im zimno, muszą zmagać się z mrozem, głodem, ale jakoś wszystko im się szczęśliwie udaje i pokonują trudności, mimo nie sprzyjających warunków. Poza tym pobyt w sowieckich łagrach, najpierw mozolna podróż koleją,  potem długa wędrówka pieszo w kajdanach, nie złamuje ich charakterów. A przecież łagry to coś nieludzkiego, wstrząsającego, trudnego do wyobrażenia, gdzie zanika człowieczeństwo, wyzwalają się zwierzęce instynkty, wszystko po to, by przetrwać. A tu? Wszyscy bohaterowie do końca pozostają honorowi, mężni, niezłamani, zachowują godność. Zupełnie odmienny obraz jak w "Innym świecie" Grudzińskiego, a przecież  opowiadał o tych samych łagrach. Dopiero wtedy, gdy umiera jeden z towarzyszy, historia ta wydała mi się prawdopodobna. 

Jednak mimo kontrowersji i zagadek wiążących się z książką i jej autorem "Długi marsz" jest fascynującą lekturą, która wciąga od pierwszych stron, ponieważ czytelnik chce się dowiedzieć jak się ona skończy. Czyta się świetnie, dlatego z czystym sumieniem gorąco ją polecam. Problem więc prawdziwości konkretnej postaci w tym wypadku nie ma znaczenia. Sowieckie łagry były faktem i o tym trzeba mówić. I dziwne jest również to, że wszystkie wątpliwości pojawiły się nagle po śmierci autora i tuż przed premierą filmu, opartego na tej książce. "The Way Back" właśnie wszedł na ekrany kin w USA. Polska premiera (pod tytułem "Niepokonani") przewidywana jest na 8 kwietnia. Najnowsze dzieło Petera Weira (twórcy "Pikniku pod wiszącą skałą" i Stowarzyszenia umarłych poetów")  po raz pierwszy w Hollywood opowiada o łagrach, opowiada historię Polaków, opowiada o ich heroizmie i walce.  I może po obejrzeniu tego filmu, niektórzy, szczególnie ludzie z  Zachodu, będą zadawali sobie pytanie: dlaczego nigdy nic nam o tym nie mówiono?  

12 komentarzy:

  1. Oby było jak mówisz. Aby wkońcu nie odwracano twarzy, zatuszowywano historii, szukano wyjaśnień na to, że Europa Zachodnia i Ameryka nie chciały wiedzieć o łagrach i tym wszystkim, co się z nimi wiązało.
    Dlaczego? Bo tak było lepiej, przyjemniej i prościej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi intrygująco, dlatego z chęcią do niej zajrzę:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że książka wzbudza tyle wątpliwości, nie miałam pojęcia, że autor ukradł komuś historię. Nawet jeśli to plotka to bardzo nieprzyjemna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, że mi przypomniałaś o tej książce. Świetnie się nada na prezent dla kogos z rodziny, bo widzę, że jest jeszcze dostepna.
    Historia, z tego co czytałam jest autentyczna, tyle, że nie Rawicza, a Glińskiego. Stąd mogą też wynikac te przekłamania dotyczące postaw uciekinierów, itd.
    Tu jest link do serwisu dt. wyprawy śladami Glińskiego.
    http://www.rp.pl/temat/474108.html
    Jest też artykuł o samym Glińskim, niestety dostęp do neigo jest płatny:(.

    OdpowiedzUsuń
  5. Elina - Dokładnie 'bo tak było lepiej, przyjemniej i prościej', teraz o łagrach będą musieli mówić.

    Kasandra - zachęcam jeszcze raz

    Iza - dzięki za link, widziałam już podobne artykuły,wszystko przemawia za Glińskim, ale to Rawicz wpadł na pomysł, aby przekazać to światu. Dla mnie to nieistotnie czyja to historia, ważne, że została opowiedziana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wpadł na pomysł.. Dobre.. Ja też mógłbym wpaść na pomysł i ukraść portfel, który komuś wystawał z kieszeni, ale odruchowo ostrzegłem "komusia", o tym fakcie... Znał dane osoby, czytał akta, mógł pojechać do pana Glińskiego, (mieszkali po wojnie w Anglii) zaproponować spisanie tej histori p. Glińskiego. Tylko, że to nie Rawicz byłby bohaterem,kogo by podziwiano? Ukradł czyjeś wspomnienia i jeszcze zarabiał, czerpał z tego profity, a pani tak sobie lekce- ten fakt złodziejstwa? Taki styl pisarski reprezentował Rawicz a'la Kosiński?.. Bibliofilka, oczytana, a dobra od zła nie odróżnia..

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy - A nie wydaje Ci się dziwnie, że w momencie publikacji książki, 1956 roku, Gliński milczał i nic na ten temat nie mówił, nikomu nic nie zarzucał, nie miał pretensji, że to były jego wspomnienia (przecież też mieszkał w Anglii). Dopiero teraz jak powstaje film i polskie wydanie książki, nagle przypomniał sobie, że ta spisana historia jest jego (więc kto tu chce zarobić). Rawicz już raczej zysków z tego nie będzie miał.I wcale nie napisałam, że pochwalam tego rodzaju uczynki(np. kradzież czyjeś historii). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę czytałem. Pan Gliński to typ człowieka, który znam. Urodziłem się i mieszkam, na Śląsku nazwanym przez prusaków dolnym. Widać z tego miejsca Ślęzę, góry Sowie i masyw gór Wałbrzyskich. Tu na te tereny deportowano Polaków z kresów, tu też wraz z Nimi osiedli ich "sąsiedzi" Ukraińcy Białorusini i Rosjanie,jak weszli w posiadanie Polskich dokumentów? Tego się nie dowiemy. Nie poznamy też wielu historii Polaków ich długiego marszu do.. życia i "wolności w PRLu". Ktoś kto przeżył gehennę nie rozpowiada, nie obnosi się ze swoim cierpieniem. To odróżnia autentyczne przeżycia. Znałem pewnego kresowiaka (był nawet fizycznie podobny do p.Glińskiego). Jego córka opowiadała mi,że był w ruskim łagrze. Do końca swojego długiego życia chował po domu skibki chleba, które wygarniała i dawała ptakom. Nie mógł się tego oduczyć. Był prostym i szczerym człowiekiem, nigdy nie był wulgarny. Jego córka po Jego pogrzebie powiedziała, "nie opowiedział mi swojej historii, nie chciał..". Dobrze, że powstała taka książka, źle, że napisała ją osoba, która ubarwiła cudze życie, co łatwo wychwycili krytycy podważający możliwość takiej ucieczki. Jak dojść prawdy, kiedy możemy od oprawców usłyszeć "..wy "paljaczki" zawsze konfabulujecie, weźmy np.taką książkę "Długi marsz.." To tylko moje zdanie ,ze względu na pamięć o tych ludziach też próbuję dojść do prawdy i w tym "atrakcyjnym temacie". Zgadza się nie napisała pani, że pochwala takie uczynki. Zwracam honor! Pozdrawiam. Jeśli można linki w temacie:
    http://tvp.info/informacje/ludzie/ekstremalna-wyprawa-tropem-bohatera/3295065 http://polishexpress.polacy.co.uk/art,dlugi_marsz_glinskiego_do_prawdy,4332.html
    http://www.tvn24.pl/1,1698988,druk.html
    http://www.mikaelstrandberg.com/2010/12/10/the-long-walk-to-freedom/

    OdpowiedzUsuń
  9. Również się z Panem zgodzę - 'Dobrze, że powstała taka książka, źle, że napisała ją osoba, która ubarwiła cudze życie'.
    Czytając książkę pewne sprawy wydają się nieprawdopodobne i ubarwiane. Dlatego od początku miałam mieszane uczucia. Szkoda jednak, że wiele ludzi (ci co przeżyli łagry) milczy i nie chce o tym mówić, bo świat powinien dowiedzieć się o tych zbrodniach.Chociaż można ich zrozumieć, o traumatycznych przeżyciach każdy chce zapomnieć. I dziękuję za linki, choć dwa z nich widziałam

    OdpowiedzUsuń
  10. witam Państwa serdecznie :)
    bardzo się cieszę, że trafiłam na tę stronę :)))
    przyznam, że "Długi marsz" Sławomira Rawicza zaintrygował mnie już kilka lat temu, a dowiedziałam się o tej książce od... Amerykanki.
    Kiedy dowiedziałam się, że pan Rawicz przywłaszczył sobie cudzą historię, był to dla mnie szok... Nie uważam, abym była upoważniona do tego, aby oceniać Jego postępowanie - nie znam tego człowieka, nie znam Jego pobudek i całej złożoności tej sytuacji. Przypuszczam tylko, że gdy zaczął kłamać, nie sądził, że to kłamstwo nabierze aż tak wielkiego rozmachu, a później było mu trudno się wycofać, chociaż to oczywiście nie usprawiedliwia takiego postępowania. Szukałam informacji na ten temat w sieci, ale być może coś więcej znajdę zaglądając na linki podane przez pana Anonimowego :)
    Obecnie jestem w trakcie czytania tejże książki i po raz kolejny zastanawiam się tylko, jak się czuł, pisząc te słowa, odpowiadając na listy, spotykając się z ludźmi, ba - zapewniając swą rodzinę o tym, że to właśnie On jest bohaterem tej historii. Mam nadzieję, że pan Witold Gliński jest prawdziwym bohaterem tej historii, bo czytałam, że ponoć w ogóle jest ona fikcją literacką...
    Bez względu na to, czy to fakty, czy też fikcja, z całą pewnością prawdą były tortury w więzieniach, niesłuszne zesłania oraz łagry i dlatego Sławomir Rawicz przyczynił się do tego, że w kilkudziesięciu krajach świata ludzie dowiedzieli się o tych procederach. Poza tym wiem, że pan Rawicz zbierał fundusze na różne cele charytatywne, m.in. na sieroty, czyli zdziałał wiele dobrego...
    A ja ze swej strony składam hołd wszystkim niesamowitym ludziom, którzy znosili takie cierpienia i okrucieństwa, zarówno w więzieniach oraz obozach radzieckich czy niemieckich... Człowiek jest w stanie znieść naprawdę bardzo dużo, jeśli tylko ma ku temu odpowiednią motywację...
    Basia Zet

    OdpowiedzUsuń
  11. Już jakiś czas temu dodałam tę książkę do listy "do przeczytania". Bardzo jestem jej ciekawa i mam nadzieję, że niedługo ją przeczytam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytając poprzednie komentarze zastanawiałem się czy powinienem przerwac tą sielankę, uważam jednak że może jednak powinienem.
    Jeżeli chodzi o Rawicza to już jest uniwersalnie uznane że on mógł brac udziału w Długim Marszu. W nawiasie jednak dodam że on jednak brał udział, ale w bardzo krótszym marszu w towarzystwie sybiraka1940 i innych, ale niestety w kompletnie innej miejscowości.
    Jeżeli chodzi o Witolda Glińskiego to on przebywał na wygnaniu na specposiołku Kriesty w Achangielskim obwodzie od lutego 1940 roku do września 1941 roku. W lutym 1941 roku miał zaledwie 13 lat.
    On jednak znikąd nie uciekał, a wydostał się z Rosji z Armią gen.Andersa 1-go kwietnia 1942 roku. Dla zaiteresowanych polecam portal www.sybirak1940
    Sybirak.

    OdpowiedzUsuń