niedziela, 9 października 2011

"Ciemna strona lustra" Marcin Wolski

Wydawnictwo: Centrum  Myśli Jana Pawła II
Liczba stron: 272 
Format:15cm x 21cm,   
Oprawa: miękka ze skrzydełkami  
Rok wydania: 2010 r. 
ISBN: 978-83-60853-01-6
 
"Książka składa się z dwóch elementów - wymyślonej postaci antybohatera i wszystkiego, co się z nim wiąże (rodzina, najbliżsi współpracownicy), oraz opartej na źródłach i licznych publikacjach autentycznej biografii Karola Wojtyły, wpisanej w historię Polski. Prawdziwe są zatem słowa wygłaszane przez papieża, fragmenty jego homilii, a także szczegóły dotyczące jego zdrowia." Tak pisze autor we wstępie.
 
Bohaterem jest Konrad Markiewicz  - generał UB, ateista, zaangażowany w najbardziej zakulisowe działania władz PRL. Urodził się 18 maja 192o roku i nigdy nie przyszło mu do głowy, aby wyciągać z tego powodu jakieś wnioski.  Nigdy, aż do pewnego dnia. 13 maja 1981 roku, kiedy to doznał udaru, a jego zegarek zatrzymał się o godzinie 17.19. Udar trafił go dokładnie w momencie strzałów do papieża. Przedziwny zbieg okoliczności !?
 
Odtąd życie funkcjonariusza całkowicie się zmienia. Konrad zaczyna czytać życiorys Karola Wojtyły i odkrywa, że wiele wydarzeń z jego życia pokrywa się z podobnymi zdarzeniami papieża. Daty śmierci najbliższych (matki, ojca) były takie same, zgadzały się nawet daty dzienne. Życiorys Karola Wojtyły wydawać mu się zaczął 'bliźniaczy'. Tudzież było to zwierciadlane odbicie, lustro odznaczające się krzywizną, stworzone z dużą złośliwością. 

Konrad zwolennik stwierdzenia, że "nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera", który już jako kilkunastolatek odkrył, jak prostym urządzeniem jest człowiek i jak łatwo nim sterować. Wystarczyło tylko znaleźć jego najsłabsze punkty, czasem dowiedzieć się tego i owego, aby potencjalnego przeciwnika zmienić przynajmniej w neutralnego kolegę. Nagle, zwątpił w przez lata realizowaną utopię, a na niewzruszonym marksistowskim światopoglądzie pojawiła się rysa. Czyżby ateista zaczął wierzyć w Boga? I odkrywać zbawienną moc modlitwy różańcowej?  
 
To zupełnie odmienna powieść Marcina Wolskiego, ani to satyra, ani nawet political fiction. Niewątpliwe udało mu się sportretować epokę PRL-u. Sam pisze: "Zamiast opisywać dobro, sportretowałem zło. Skoncentrowane zło naszych czasów - podobne do czarnej bryły, którą przywalono nasze piersi, zdawało się: na zawsze, a której tajanie rozpoczęło się za sprawą cudu". 
 
Podobał mi się pomysł Pana Wolskiego, na taką książkę, na taką fabułę. Pomysł dość odważny, ale trafiony. Akcja tu trzyma w napięciu, szczególnie kiedy Konrad dociera do informacji o planowanym zamachu na papieża, podczas jednej z pielgrzymek do Polski.  Mnie się podobało, chociaż wolę  Autora jako satyryka.  
 
Powieść pozostawia jednak po sobie refleksję i na pewno nie jest książką, o której się na drugi dzień zapomina. A my? Okuci w powiciu, ślepi niczym bohaterowie narodowych legend, półżywi jak Adam Mickiewicz "martwą podnieśliśmy powiekę". I jak tu nie wierzyć w cuda? 

3 komentarze:

  1. Mimo, że nie przepadam za taką tematyką, zaintrygowałaś mnie. Z chęcią sprawdzę sama, jakie wrażenia wywołuje książka:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, gdybym zerknęła tylko na autora, to pewnie bym się nie zainteresowała książką. Satyra jakoś nie idzie w parze z moją melancholią. A tu całkiem ciekawa fabuła. I do tego PRL, którego nie mijam.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie zamówiłam tę książkę. Już nie mogę się doczekać.:)

    OdpowiedzUsuń