poniedziałek, 24 października 2011

"Śmierć pięknych saren" Ota Pavel

Tłumaczenie: Andrzej Czcibor-Piotrowski, Józef Waczków
Oprawa książki: twarda
Liczba stron książki: 192
Wymiary książki: 135 x 215 mm 

Literatura czeska była dotąd mi zupełnie nieznana. Wprawdzie kojarzyłam Bohumila Hrabala i Jaroslava Haška, ale nic nigdy nie czytam. Przyznaję, trochę wstyd. Ostatnia kolekcja "Gazety Wyborczej" uświadomiła mi jak wielką byłam ignorantką oraz ukazała mi "znajomość własnej niewiedzy".

Ota Pavel zaczął pisać "Śmierć pięknych saren", kiedy przebywał w szpitalu psychiatrycznym i był już zdiagnozowanym schizofrenikiem. Pisanie okazało się antidotum na beznadzieję, formą niezwykłej terapii oraz ucieczką przed myślami samobójczymi. To opowiadania oparte na autentycznych przeżyciach Pavla. Stanowią pewien cykl, połączony osobą narratora (samego Pavla), jego rodziny, a przede wszystkim łączy je postać ojca. Poprzez wspomnienia narrator odkrywa pustkę swojego dorosłego życia, a okres jego dzieciństwa staje się sensem istnienia.

Rodzina Poperów - matka Czeszka, ojciec Żyd i trzech synów. Pavel opisał swoją rodzinę, a szczególnie ojca, a raczej tatusia (bo inne określenie w książce nie pada). Tatuś to dość pechowy komiwojażer, nieporównany marzyciel i wizjoner. Sprzedaje odkurzacze, lep na muchy, jednak robi to wszystko z wielkim urokiem i zaangażowaniem, aby otrzymać rodzinę. Na miarę Don Kichota podejmował się kolejnych walk z wiatrakami, odnosił zwycięstwa i porażki. Niektóre były bardzo bolesne i kompromitujące go. Ale nawet po największych rozczarowaniach, nigdy nie tracił nadziei.To typ takiego człowieka, który wyrzucany drzwiami, wraca oknem. Dodatkowo ma jeszcze pasję - łowienie ryb. Zaraża nią swoich synów. Razem chodzą łowić ryby, potrafią godzinami spędzać nad stawem, czekać na połowy, popatrują wtedy sarny. Podziwiają ich piękne oczy. Tatuś twierdził, że zabić sarnę, to tak jak zabić człowieka. Wtedy jeszcze nie wiedział, że życie, kiedyś go do tego zmusi.

"Jestem Żydem i potrzebuję mięsa dla swoich wspaniałych chłopaków, i ty musisz mi je zdobyć! Łzy ciekły mu po policzkach, odwrócił się i ruszył ścieżką, która prowadziła na kępę. (...) Ale na początku dróżki jednak nie wytrzymał i obejrzał się. Oczy pasa spotkały się z oczami człowieka. Patrzyły na siebie długo, może cały wiek, światła gasły w nich i zapalały się, a co sobie  mówiły, nikt się nie dowie, bo obaj nie żyją, a nawet gdyby żyli, nikt by się i tak nie dowiedział, gdyż oni sami tego nie wiedzieli. Może przeklinały psie życie, może żydowskie, ale to wszystko - może... Holan wstał, przeciągnął się i ruszył leniwie jak zwyczajny pies przewoźnika za moim tatusiem, jakby zawsze do niego należał. Na ścieżce zmienił się w wilka." [str. 45]

Urzekający jest cały język tych opowiadań. Pozornie infantylny, gawędziarski, unosi czytelnika w rejony dzieciństwa narratora, tam gdzie rarytasem była pajda z masłem, posmarowana świeżutkim miodem, gdzie pachnie w piecu chleb, gdzie unosi się zapach macierzanki. I ta ujmująca cisza. Taka cisza, którą można nie tylko poczuć, ale i ją usłyszeć. Z drugiej strony ten język jest porażający - koszmar wojny, Holocaust, nadciągająca zagłada, która ogarnia rodzinę bohatera. Dwaj starsi bracia dostają się do obozu koncentracyjnego, a tatuś zostaje skazany na przymusowe roboty. Ota zostaje sam z matką. A łowienie ryb dla narratora było walką o przerwanie. 

Słyszymy tu ujmującą melodię.  Krystalicznie czyta woda w stawie, sarny pasące się u brzegu, światło odbite w łuskach karpi, okoni i szczupaków, lód pryskający spod siekiery przy wyrąbywaniu przerębla, opadające płatki wiśni na wiosnę. Słyszycie ten spokój, tę ciszę... A gdzieś tam w świecie - huk bomb, krzyk ludzi, odgłosy nadlatujących bombowców z czarnymi krzyżami na skrzydłach. Wspomnienia z dzieciństwa, bajkowe miejsca osnute mgłą, aby odgrodziła całe zło świata. Taki uśmiech przez łzy.  


Ota Pavel pracował w różnych miejsca, aż w końcu trafiła mu się posada dziennikarza sportowego w radiu. I tak, w wieku 34 lat, w 1964 roku trafił na zimowe igrzyska w Innsbrucku. Tam, najpierw usłyszał głosy niemieckich sportowców, które przypomniały mu o przeżytej wojnie (skrywana trauma z dzieciństwa). Potem zobaczył diabła i zaczął podpalać budynki. Diagnoza lekarzy była jednoznaczna psychoza maniakalno-depresyjna.Tak trafił do szpitala psychiatrycznego, a tam powstały opowiadania, które stały się lekarstwem.

Mariusz Szczygieł, nasz czechofil, tak napisał o tej książce: "Spotkałem kiedyś młodego człowieka (23 lata), który nie przeczytał nigdy żadnej książki. A nagle zapragnął. Spytał, co mogę mu polecić na pierwszy raz, żeby nie zraził się do czytania. Bez zastanowienia odparłem: "Śmierć pięknych saren". To książka, którą od lat kupuję w ilościach hurtowych i rozdaję znajomym. Bo to najbardziej antydepresyjna książka świata."

Rzeczywiście - urzekająca, wzruszająca, wspaniała! 


Przekonałam się do literatury czeskiej i bardzo się cieszę, że wyszła taka seria. Nadrobię teraz zaległości. Przegapiłam tylko pierwszy tom. Może ktoś ma "na zbyciu" i chce go sprzedać, oddać lub zamienić?  
 

13 komentarzy:

  1. A ja mam pierwszy, dalej się zagapiłam! Będę polować na sarny. Oj, biedne sarny; biedna ja.:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałem wczoraj w kiosku książki z tej serii. Ale jakoś nie pociąga mnie literatura czeska.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam literatury czeskiej, dlatego z chęcią sięgnę po tę książkę. Przyznam, że opis fabuły mnie trochę zniechęca, ale skoro piszesz, że warto to spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczarowałaś mnie tą recenzją. Podoba mi się fabuła i to, jak zostali przedstawieni bohaterowie. Poza tym spojrzenie na świat oczami schizofrenika może być intrygującym przeżyciem.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bliscy sąsiedzi, a ich literatura, poza małymi wyjątkami nieznana, a jak widać po recenzji - szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej się nie skuszę, bo nie przepadam za opowiadaniami. Chociaż muszę przyznać, że zwłaszcza ostatni cytat-rekomendacja brzmi zachęcająco. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam literatury czeskiej. Może najwyższy czas nadrobić zaległości, ale czy zacznę od tej pozycji - nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak widać nie jesteś osamotniona w nieznajomości literatury naszych południowych sąsiadów. Ja też dołączam do grona ..

    OdpowiedzUsuń
  9. Śmierć pięknych saren towarzyszy mi od ponad trzydziestu lat. Teraz fanem Oty jest mój syn, który tak, jak pan Szczygieł polecił ją koledze, który zapragnął coś przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę Śmierć pięknych saren kupiłem w 1976 roku zachęcony przez kolegę. Przez 34 lata wielokrotnie brałem ją do rąk i ... odkładałem nieprzeczytawszy. Aż do dzisiaj. Właśnie skończyłem czytać ten literacki dynamit, poemat ekologiczny, traktat filozoficzny ... itp.itd. Nie wiem, czy 34 lata temu byłem gotowy w pełni zrozumieć sens słów zawartych w tych opowiadaniach, dlatego też nie wiem czy poniosłem stratę, czy też zysk dojrzewając tak długo do tej lektury. Wiem jedno - ta książka czekała na mnie skromnie, cierpliwie, trochę jakby ironicznie, tak jak opisał to Pavel w opowiadaniu Łodzią podwodną na ryby - "Najwspanialsi ludzie są zawsze najskromniejsi. Jedynie głupcy i ubodzy duchem czują potrzebę mówienia o sobie, aby urosnąć we własnych oczach" Myśl ta stosuje się również w pełni do książek - wszak piszą je ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Najwspanialsi ludzie są zawsze najskromniejsi. Jedynie głupcy i ubodzy duchem czują potrzebę mówienia o sobie, aby urosnąć we własnych oczach" - święte słowa i piękne. Idealnie pasują zarówno do książek, jak i ludzi.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się w 100%. Książka zapada głęboko w pamięć i skłania do refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  13. o ota pavle śpiewa garczarek w jednej zwrotce
    niech się gazeta nojesdoiczland wstrzyma z wstępniakiem o pomocy
    bo tu są jeszcze ludzie którzy budzą się z krzykiem
    w środku nocy

    OdpowiedzUsuń