piątek, 7 października 2011

"Dostaliśmy po dziecku" Ewa Grętkiewicz

Wydanie: Warszawa 2007
Format 165x165 mm,
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
ISBN 978-83-89315-91-5 

Narratorem jest 14- letni Albert, który ma okazję już się przekonać, jak to jest być rodzicem. Tylko bez skojarzeń od razu. Albert zostaje rodzicem tylko na tydzień i ma się opiekować nie swoim dzieckiem, ale dwoma braćmi: 4-letnim Hubertem i 5-letnim Błażejem. Nie jest przy tym osamotniony, bo pomaga u 12-letnia siostra Julka. Każde z nich dostało więc dziecko do opieki.

Rodzice całej czwórki muszą na tydzień wyjechać na szkolenie, zakończone egzaminem, aby mama mogła wrócić do pracy. Ciocia, która miała zapanować nad całą gromadką, skręciła kostkę i nie mogła przyjechać. Opiekunka zabiera maluchy po przedszkolu i przyprowadza o 18. Nie mniej jednak Albert i Julka będą musieli uporać się z większością codziennych obowiązków sami. A nie będzie to proste… Czeka ich prawdziwy egzamin z dojrzałości. Hubert i Błażej to dzieci żywiołowe, energiczne i pomysłowe, a przy tym niepozbawione własnego zdania. Rodzeństwo musi wypracować sobie autorytet u młodszych braci i znaleźć metody na przekonanie ich do zwykłych, rutynowych czynności. Z pomocą przychodzą im przyjaciele – Daria - koleżanka Julki i Dominik - kumpel Alberta.

Ewa Grętkiewicz w swojej książce udowadnia, że można lekko i z przymrużeniem oka mówić o rzeczach całkowicie poważnych – o odpowiedzialności, przyjaźni, problemach rodzinnych. To takie przygotowanie do życia w rodzinie. Swoista lekcja, jak właściwe postępować z dziećmi nadpobudliwymi. (Chociaż cześć psychologów twierdzi, że nie ma takich dzieci - a wszystko to wina i wymówka rodziców). 

Jazda do przedszkola śmieciarką, wyścigi ślimaków, zabawa w dżdżownice pełzające w glinie, "zeszyty grzeczności" - to były lekcje prawdziwe przetrwania. Choć kreacja maluchów jest trochę przerysowana, bo ich pomysłami można by obdzielić całe przedszkole, czyta to się jednak z uśmiechem na twarzy. Nikt przecież nie powiedział, że wychowanie dzieci to prosta sprawa. A lepiej się potem pozytywne rozczarować i być przygotowanym na każdy szalony pomysł pociech, niż bezradnie rozłożyć ręce. 

Mam nadzieję, że sięgną po tę lekturę zarówno nastolatki, jak i ich rodzice – i dzięki temu uważniej spojrzą zarówno na swoje dorastające dziecko, jak i na jego przyjaciół. Przede wszystkim jest książka o narodzinach poczucia odpowiedzialności, taki trochę środek antykoncepcyjny ;) - bo zbyt szybkie posiadanie dzieci, nie wróży nic dobrego. A to co podobało mi się w niej najbardziej, to pochwała posiada rodzeństwa, solidarności i ogromnej więzi. Bo na pytanie rodziców: "Czy jest coś, o czym nie wiemy, a powinniśmy wiedzieć? " - zapada wymowne milczenie, a potem ktoś subtelnie zmienia temat. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ewa Grętkiewicz jest laureatką wielu konkursów literackich. Za książkę "Dostaliśmy po dziecku"  otrzymała II nagrodę w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren w 2007 roku.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Piotra Marciszuka STENTOR 
i portalu Sztukater.pl za co bardzo dziękuję!

5 komentarzy:

  1. Miałam chrapkę na tę książeczkę na Sztukaterze, teraz już wiem do kogo powędrowała:) Pouczająca książeczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z pewnością to dobry poprawiacz humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, brzmi naprawdę interesująco i zabawnie!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wydaje się być całkiem, całkiem, jednak raczej nie dla mnie :).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Stentor kojarzył mi się tylko edukacyjnie, a tu proszę. Mało jest mądrych książek o wychowaniu, szczególnie polskich autorów, więc powinno być dobrze.:)

    OdpowiedzUsuń