wtorek, 11 października 2011

"Musierowicz dla zakochanych" Małgorzata Musierowicz

Wydawnictwo: Akapit Press
Wydanie: Luty 2008
ISBN: 978-83-60773-57-4
Liczba stron: 176
Wymiary:150 x 210 mm

Książeczka ma układ symetryczny, choć odwrócony, jedna cześć dla dziewczynek-kobiet, druga dla chłopców-mężczyzn. Powtarzają się te same tematy, tytuły rozdziałów, nawet tytuły wierszy. Tudzież treść tych części jest odpowiednio inna. 

Sama autora określa książkę jako gawędę kulinarną. Są to więc przyjemne potrawy, które przy tej lub innej sposobności można zaserwować miłej sercu osobie. W części dla chłopców autorka ogranicza się do deserów i drobnych wypieków, dziewczynom proponuje szerszy wachlarz potraw do zimnych przekąsek przez zupy po wypieki i dania główne. 

I tutaj moje wielkie uznanie dla autorki. Choć wszystkie spostrzeżenia są nieco tendencyjne i stereotypowe, na przykład refleksje na temat twarzy i oczu ukochanej osób, głosu serca, rozumienia się nawzajem, problemu rozłączenia, wpływu słowików, księżyca czy też przypraw lubczyku i rozmarynu, czyli najbardziej stereotypowych elementów wyobrażeń o miłości - to właśnie pod płaszczykiem utartych schematów rozbudza w czytelnikach zamiłowanie do literatury oraz zapał do podejmowania prób kulinarnych (chociaż pewne przepisy balansują na granicy kiczu - lukrowane serduszka, serduszka z czekoladą, całusy z migdałami). 

Pomimo tych wszystkich minusów, chylę czoła dla twórczości Pani Musierowicz. To bardzo smaczna, lekka i przyjemna książka z bogatą antologią wierszy miłosnych, których części nie znałam.

Jest tu wszystko, taka Musierowicz w pigułce. Fakty z jej życia, anegdotki, wiersze, przepisy kulinarne, humor, dobra zabawa, ale i przesłanie - tak jak w całej twórczości autorki. 
Poza jednym, wydanie książki w lutym, o takim tytule, nie można określić inaczej tylko jako świetny chwyt marketingowy, gotowy prezent na walentynki. Chociaż z drugiej strony,  książka znakomicie uzupełnia młodzieżowe powieści – w końcu miłość w książkach tej autorki gra przeważnie główną rolę!
  
--------------------
A tak prywatnie, to nie mam ochoty i sił na czytanie, jestem zawalona pracą, dlatego ostatnio u mnie trochę lżejsza literatura. Dopadł mnie jesienny nastój, choć tak bardzo nie narzekam, bo w pewien sposób kojąco na mnie działa. A to jeden z utworów, który wprowadza mnie w taką zadumę...

 

16 komentarzy:

  1. Bardzo lubię twórczość MM i tę książkę również, jednak z cyklu gawęd kulinarnych zdecydowanie wolę "Na gwiazdkę" i polecam Ci bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie bym poznała tę książkę bliżej. Mam nadzieję, że będzie okazja:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne uzupełnienie Jeżycjady, którą się kiedyś zaczytywałam

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Małgorzatę Musierowicz! :) Coś mi świta, że tę książkę czytałam, ale chyba to było dawno i nie potrafię sobie przypomnieć szczegółów. To znak, że muszę po nią sięgnąć ponownie ;) Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie przepadałam za twórczością Musierowicz, więc i tę książkę sobie odpuszczę - za stara jestem, żeby się do niej przekonywać:)Choć dla jej miłośników to zdaje się prawdziwa gratka:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę sobie wyobrazić książki bardziej dopasowanej do mych gustów!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam książki Małgorzaty Musierowicz więc z chęcią przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie przeczytałam ani jednej książki MM? Kiedyś miałam ochotę, ale wydaje mi się, że to może już za późno na taką literaturę w wieku ... powiedzmy średnim

    OdpowiedzUsuń
  9. "Na gwiazdkę" też posiadam i też bym nie przeczytała utworu MM, gdyby nie było ich w podręcznikach szkolnych i kanonie lektur :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ah ta Edyta Górniak... ona ma głos do takich kultowych wręcz piosenek. Piosenek, których nie umiałoby zaśpiewać na zadowalającym poziomie 80 % wspołczesnych gwiazdek i gwiazdeczek. Kurczę, szkoda że się marnuje na te pseudo-nowoczesne przytupaje klubowe :( ale wierzę w nią i że powróci do takich piosenek jak ta z płyty "Dotyk" lub chociaż "Perła" :)

    Jeśli chodzi o Musierowicz to oczywiście bardzo lubię Jeżycjadę, którą zaczytawałam się jako smarkula ;] Jakiś rok temu chciałąm powrócić do tej serii, ale niestety nie odbieram jej już tak jak kiedyś. Tyle z tego wyszło, że poczułam się staro ;]
    "Musierowicz dla zakochanych" pachnie mi troszkę pisaniem dla zarobku, ale skoro piszesz, że warto przeczytać to musi to być prawda :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię Musierowiczową, ale zdecydowanie wolę Jeżycjadę, niż książki w stylu tej, o której piszesz. Raczej po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja trochę żałuję, bo nigdy nie zaczytywałam się panią Musierowicz i chyba trochę mnie ominęło. No i obawiam się, że teraz nie odebrałabym jej powieści dobrze, że trafiłyby już do mojego serca. Choć, chyba nie zaszkodzi spróbować, prawda? :)

    Cieszę się, że podobnie odbieramy "Greka Zorbę". Dla mnie to było naprawdę wielkie, pozytywne zaskoczenie. Książka jest cudowna, piękna, uwodzicielska... Ach, przepraszam, że się powtarzam, ale nadal nie mogę wyjść z podziwu dla Kazantzakis'a. Swoją drogą, czytałaś coś jeszcze jego autorstwa? :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, co się znowu dzieje, ale nie mogę wejść na twój najnowszy (?) wpis o ekranizacjach. U mnie na blogu go pokazuje, a kiedy chcę wejść pisze, że nie istnieje :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś tak już było, że post po prostu gdzieś przepadł w sieci, a potem się pojawił, nie mam na razie siły pisać jeszcze raz :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Pojawił się i komentarz mój też się zapisał. Uff.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię Małgorzatę Musierowicz, dlatego mam nadzieję, że szybko będę miała okazję zapoznać się z tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń